18 marca 2018

Kaja i Lusia - psychozabawa


Gdy Kaja była dzieckiem, podczas wycieczki znalazła na plaży pieniążek. Był to magiczny pieniążek. Za każdym razem, gdy kupowała za niego coś w sklepie, pieniążek wracał do jej portmonetki. Gdy płaciła pieniążkiem za książki w bibliotece, za warzywa na targu, za wszelkie rzeczy w różnych sklepach – suma, którą płaciła zawsze była dla niej niższa o wartość pieniążka. Czasem, gdy rachunek był niższy niż wartość pieniążka dodatkowo na tym zarabiała, bo wydawano jej resztę, a pieniążek i tak wracał do niej. Pieniążek wart był tyle, że nie musiała się martwić o swoją przyszłość – wystarczyło go używać. Płacąc pieniążkiem była w stanie utrzymać siebie i spokojnie żyć.

Kaję nawiedzała przykra myśl, że miała lepiej, niż inni ludzie i być może było to niesprawiedliwe. Miała też więcej przyjaciół, bo gdy w towarzystwie zabrakło czegoś do jedzenia, albo picia, to wystarczyło wysłać Kaję, a ona zawsze kupowała to, co było trzeba. I nigdy nie prosiła, żeby jej zwrócić pieniądze. Gdyby ktoś się zastanowił, to by się zdziwił, że Kaja zawsze chętnie kupuje dla innych różne rzeczy i nie oczekuje niczego w zamian. Po prostu dobrze było mieć przy sobie Kaję, bo wtedy niczego nie brakowało. Jednak Kaja zaczęła zauważać, że to, jaka ona jest naprawdę coraz mniej kogokolwiek obchodzi, a ludzie chcą się z nią przyjaźnić głównie z powodu jej pieniążka. To było przykre, bo z czasem przestano na nią zwracać uwagę, po prostu wysługiwano się nią, gdy trzeba było. Mogła liczyć na miłe traktowanie i uśmiechy, jednak te uśmiechy nie było skierowane do niej, a do jej pieniążka, do rzeczy, które można było dzięki niej mieć. Zastanawiała się czasem, czy w sumie pieniążek przynosi jej więcej korzyści, czy trosk.
* * *
Lusia zagubiła się podczas wyprawy w góry. Odłączyła się od grupy i byłaby pozostała w ciemnej grocie do końca życia, gdyby nie Gin. Gin obiecał wskazać Lusi drogę powrotną, ale zażądał czegoś w zamian. Lusia musiała się zgodzić, że odtąd każdorazowo, gdy będzie chciała wyjść ze swojego domu zapłaci Ginowi jeden pieniążek. Przystała na to i po powrocie z gór została uwięziona przez złego Gina i musiała mu płacić za każdą możliwość opuszczenia domu.
Drogie dzieci, na pewno zastanawiacie się, czy byłoby dobrze, gdyby Kaja i Lusia spotkały się i żeby Kaja oddała Lusi swój pieniążek. Dzięki temu Kaja przestałaby się martwić o to, że jej życie jest niesprawiedliwe i płytkie, a Lusia mogłaby wychodzić z domu tak często, jak tylko chce płacąc pieniążkiem, który zawsze by do niej wracał. Niestety, a może właśnie „stety”, w życiu nie ma prostych rozwiązań. Posłuchajcie, co wydarzyło się dalej.

Któregoś wieczoru, gdy Lusia wracała ze znajomymi z kina, została potrącona przez jadące z nadmierną prędkością auto. Trafiła do szpitala i zapadła w śpiączkę, z której lekarze nie potrafili jej wybudzić. Gin był bardzo niepocieszony - tracił kilkadziesiąt pieniążków miesięcznie swojego przychodu i nic nie wskazywało na to, żeby się to miało zmienić.

Okazało się, że jednym z młodych lekarzy w szpitalu, w którym przebywała Lusia był brat Kai Kacper. Oczywiście, Kacper nie miał pojęcia ani o magicznych pieniążkach, ani o istnieniu Ginów. Tym bardziej nie miał pojęcia, że jego siostra posługuje się magicznymi przedmiotami, ani że na jego oddziale leży dziewczyna, która płaci haracze baśniowym oprychom nieposiadającym powłoki cielesnej. Kacper zakochał się w „śpiącej królewnie”, jak w myślach nazywał swoją pacjentkę pozostającą w komie. Jak to możliwe, żeby zakochać się w kimś, kogo funkcje mózgowe zostały ograniczone do podstawowych czynności fizjologicznych bez szansy na poprawę? Nie wiem, drogie dzieci, lepiej same o to zapytajcie swoich rodziców.

KONIEC



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz