18 marca 2018

Bartek - psychozabawa



Kaja, Lusia, Bartek i Kacper wyjechali razem na wakacje. Kacper i Lusia byli parą od ponad pół roku. Od czasu uzdrowienia Lusi ustały wszelkie magiczne działania – zniknął Gin pobierający opłaty od Lusi, a pieniążek Kai przepadł, po prostu któregoś razu nie wrócił do niej i od tej pory musiała już płacić pełne kwoty za zakupy.

Zanim Bartek dostał się na politechnikę miał już na swoim koncie główne nagrody w konkursach młodych konstruktorów w całym kraju, zarówno indywidualnie, jak i grupowo z kolegami z technikum. Na swoje osiemnaste urodziny przygotował niespodziankę – jeżdżące mini auto własnego projektu i wykonania sterowane zarówno ręcznie, jak i zdalnie. Na studiach zainteresował się militariami. Miał nadzieję pracować w przyszłości dla NASA, albo dla wojska. Jego ideałem ze świata filmów był „Q” - współpracownik Jamesa Bonda tworzący miniaturowe bomby, ukryte w długopisach pistolety i lasery, zaawansowane zminiaturyzowane systemy łączności, supermocne tytanowe linki ukryte w zegarku, itp. Bartek był geniuszem, a w najgorszym przypadku przyszłym geniuszem.

Bartek wiele rzeczy notował, bo twierdził, że całe życie jest ciągiem informacji i impulsów, które niosą ze sobą różne treści i nigdy nie wiadomo, kiedy dane doświadczenie może się przydać. Jego mama doskonale go rozumiała, bo wierzyła w holistyczne podejście do życia człowieka i do świata i wiedziała, że intelekt i sukcesy jej syna są wynikiem harmonii, w której żyją. Harmonii i akceptacji. I otwartości na ludzi i świat.

Było popołudnie, właśnie wrócili z obiadu w mieście. Siedzieli w trójkę na tarasie wynajętego domku i patrzyli na jezioro. Lusi nie było z nimi, bo wolała po jedzeniu zrobić sobie drzemkę. Kaja podtrzymywała rozmowę, jak zwykle miała najwięcej spostrzeżeń i pomysłów dotyczących ich wyjazdu. Czuła się bezpiecznie w towarzystwie brata i jego kolegi.
- Wy byście do siebie pasowali, wiecie? - znienacka powiedział Kacper.
- Jak? - Bartek jak zwykle nie tracił dystansu.
- O czym ty mówisz? - zapytała zażenowana Kaja.
- No mówię, mówię – uśmiechał się Kacper. Wstał, żeby wejść do domu i na odchodne rzucił nie tracąc uśmiechu – idę zobaczyć co u mojej narzeczonej. Bawcie się dobrze, gołąbki.
- Co jemu się stało? - zapytała po wyjściu brata Kaja.
- Układa mu się w życiu, więc próbuje się teraz bawić w swata. To nawet zrozumiałe - Bartek był rzeczowy do granic przyzwoitości.
- Ej, halo, ale ja tu jestem. Co to za swatanie siostry z najlepszym kolegą? To Twój pomysł? Takie końskie zaloty? No weź! - Kaja złościła się nie na żarty.
- Daj spokój, on chciał dobrze, może tylko trochę przesadził z bezpośredniością. Nie martw się, gdybym czuł potrzebę zbliżyć się do ciebie, to dowiedziałabyś się tego ode mnie bez pośredników - Bartek trzymał ten swój logiczny fason do końca.
- Rozumiem, ale ja jestem kobietą, w jakiej sytuacji on mnie stawia? Mojemu braciszkowi chyba odbija przez tą całą Lusię – Kaja była zła.
- Nie lubisz jej? - Bartek grał rolę mediatora, bo spodziewał się potwierdzenia.
- Nie, że nie lubię. Po prostu jest z nią coś nie tak. Myślę, że nie można jej ufać. Za dużo się dzieje ostatnio i nie wydaje mi się, żeby Kacper wiedział do czego to wszystko zmierza.
- A do czego to zmierza? - Bartek był szczerze zaskoczony słowami Kai.
- Myślę, że do niczego dobrego, a przynajmniej do niczego dobrego dla Kacpra. Poznałeś jej rodziców?
- Nie, zawsze spotykam ją tylko z Kacprem – powiedział Bartek i zamyślił się
- Rozmawiałaś o tym z moją mamą?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Bo ona też coś mówiła o rodzicach Lusi.
- Co mówiła?
- Mniej więcej, to co ty – powiedział Bartek mrużąc oczy – idę się przejść, idziesz ze mną?
- Ha ha, nie. Jeszcze Kacper pomyśli, że mu się nas udało zeswatać.
- Ok, to do zobaczenia później.

Bartek zszedł z tarasu i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu ścieżki do lasu. Przyroda go uspokajała i inspirowała. Lata wychowania przez matkę otwartą na świat, przyrodę i duchy nie poszły na marne. Bartek umiał wykorzystać wspaniałości obcowania z zielenią, drzewami, paprociami i wszystkim, co w swym bogactwie oferował mazurski las. Szedł spokojnie, miarowo, oddychał przez nos wdychając zapachy wegetacji, mchu, eterycznych żywic, i ściółki lasu. Odcienie zieleni i brązu wprowadziły go w stan pobudzenia połączonego z harmonijnym wyciszeniem. Odetchnął głębiej. Powoli jego myślenie przestawiało się w tryb refleksji – z jednej strony – a prostego i nieskrępowanego przyjmowania bodźców z drugiej. Szedł spokojnie, choć miał ochotę czasem podbiec. Uznał, że sytuacja wymaga dorosłości, a nie zabawy – miał do przemyślenia problem Kacpra i Lusi. Lusi i jej rodziców. Problemy, problemy... te z przeszłości i te, które mogły nadejść. Kończąc swój spacer wiedział, że istnieje wyjaśnienie i rozwiązanie wszystkiego. Kwestią pozostaje, czym to rozwiązanie będzie i jak długo potrwa proces wyprowadzający sprawy na prostą.

Wieczorem zadzwoniła do niego matka pytając, co słychać. Po chwili rozmowy już rozmawiali o Kai.
- Wiesz, to nie jest rozmowa na telefon – mówiła cicho mama Bartka – ale sądzę, że to jest bardzo duży problem i ani Ty, ani ja, ani tym bardziej Kacper nic na to nie poradzimy. Gdybyś to ty był na miejscu Kacpra, to namawiałabym cię do zerwania kontaktów z tą Lusią.
- Naprawdę, aż tak?
- Tak. Ale sądzę, że Kacpra pcha coś w stronę Lusi ze względu na jego siostrę, która jak wiesz też miała swoje... no... perturbacje, które ustąpiły po mojej modlitwie w szpitalu i wyzdrowieniu Lusi – mama Bartka zrobiła pauzę – Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, synu. Ludzie potrzebują doświadczyć tego, co im pisane i zrobią wszystko, żeby to się stało i nie należy temu przeszkadzać...
- Rozumiem cię mamusiu, nie martw się, będzie dobrze.
- Kocham cię synu.
- Ja ciebie też mamo.

KONIEC

Pytania.

1. Co popycha Kacpra ku Lusi?
A. Tajemnica.
B. Duchowość.
C. Problemy.
D. Seksualność.

2. W jakim kierunku zmierzają zmiany Kacpra pod wpływem jego nowej dziewczyny?
A. W żadnym.
B. W dobrym.
C. W złym.
D. W naturalnym, przeciwieństwa się przyciągają.

3. O co chodzi Kai, Bartkowi i jego mamie, gdy mówią z niepokojem o rodzicach Lusi?
A. To jest właśnie dziwne – nie rozumiem tego.
B. Chodzi o te sprawy z grotą i Ginem.
C. Chodzi o te sprawy z pieniążkiem i Ginem.
D. Są zazdrośni, bo sami chodzą z głowami w chmurach, a Lusia twardo stąpa po ziemi.

4. Co można by powiedzieć o ojcu Bartka?
A. Był inteligentnym człowiekiem.
B. Bartek nie miał ojca.
C. Wyjechał.
D. Był słabym człowiekiem.
E. Nic, pewnie mieszka z nimi jak każdy.


Kaja i Lusia (dalszy ciąg) - psychozabawa


Co? Koniec? Tak szybko? A co było dalej? - zapytacie kochane dzieci. No tak - koniec, żyli długo i szczęśliwie i koniec bajki. Czego można chcieć więcej w tych jakże trudnych czasach? Nie wszyscy, co prawda wyszli ze śpiączki i nie wszyscy rozwiązali swoje problemy biznesowo-finansowe, ale jednak żyli dalej dość długo i w miarę szczęśliwie. KONIEC.
Proszę pana, proszę pana, a nie mogłoby to się skończyć trochę lepiej?
No dobrze, niech wam już będzie. Posłuchajcie dalej.

Kolega Kacpra Bartek był studentem politechniki. Od dzieciństwa miał smykałkę do tworzenia różnych mniej, bądź bardziej użytecznych wynalazków. A to udoskonalił łapkę na myszy, a to zwiększył wydajność mechanizmu otwierającego bramę w garażu taty, a to poprawił jakość oświetlenia w piwnicy. Ciągle coś ulepszał i naprawiał, oliwił, wzmacniał, wymieniał części na sprawniejsze, dodawał, zastępował, ogólnie mówiąc – naprawiał świat.

Któregoś wieczoru Kacper był u Bartka w domu. Siedzieli w kuchni pijąc herbatę. Była także mama Bartka. Kacper zwykle opowiadał im najciekawsze wydarzenia ze swej pracy lekarza. Tym razem zdecydował się opowiedzieć o Lusi i o jej tajemniczej śpiączce, którą trudno było zdiagnozować.
- Wylewy do mózgu wchłonęły się poprawnie, tomografia nie pokazuje nic konkretnego. Jest piękną, wyjątkową dziewczyną.... – zakończył opowieść Kacper nieco się rozmarzając.
Mama Bartka spojrzała na Kacpra z czułością. Westchnęła i powiedziała:
- Może ja mogłabym coś poradzić.
- Pani? A co pani mogłaby zrobić?
- Wiesz, Bartku. Czasem nasze choroby nie mają racjonalnego, organicznego uzasadnienia...
- Co pani ma na myśli? Że to duchy???
- Nie wiem, ale jeśli coś jest niewytłumaczalne, to znaczy, że trzeba zmienić sposób myślenia, perspektywę. A wtedy może się okazać, że sekret ma jednak rozwiązanie.
Bartek spojrzał zdumiony na Kacpra. Ten nabrał powietrza i powiedział:
- Słuchaj, nigdy ci nie mówiłem, ale moja mama zajmuje się trochę, tym... no... ziołolecznictwem...
- …i astrologią i kabałą i jeszcze paroma innymi rzeczami – weszła w słowo synowi mama Bartka, ku kompletnemu zaskoczeniu Kacpra.
- No nie wiem – zaczął Kacper, gdy już do niego dotarło, do czego zmierza mama Bartka – nie jest pani pracownikiem szpitala. Nie wiem, czy wolno by mi było korzystać z pani pomocy, ani nawet, czy powinna pani przychodzić do chorej. Jest pani obcą osobą.
- Masz może jej zdjęcie? - Mama Bartka nie chciała tracić czasu. Czuła ten dziwny rodzaj ciekawości połączony z intuicją, że istnieje rozwiązanie problemu.
Kacper poruszył się nieswojo, po czym sięgnął do kieszeni po telefon, odszukał zdjęcie Lusi i podał mamie Bartka.
Mama Bartka przybliżyła telefon ze zdjęciem nieco do twarzy, następnie odsunęła go na wyciągnięcie ręki i powiedziała:
- To nie jest śpiączka.
Kacper zaniemówił ze zdziwienia połączonego z oburzeniem.
- Jak to nie? Ona jest śpiączce, sama pani widzi. Leży tak już ponad miesiąc – próbował racjonalizować całą sytuację – jeśli to nie śpiączka, to co to jest?
- Nie wiem, ale ona ma poważne kłopoty duchowe. I mam wrażenie, że stoi na progu jeszcze większych problemów – powiedziała pewnym siebie, ciepłym głosem mama Bartka.
- Chce pani powiedzieć, że jest jakiś sposób na wybudzenie jej z tej śpiączki? - Kacper ulegał powoli autorytetowi mamy kolegi.
- Czy da się ją wybudzić, to nie wiem. Ale możliwe, że gdybyśmy jakoś pomogli jej w duchowych problemach, to jej sytuacja się polepszy. Być może także jej zdrowie. Jest jakaś szansa. Zgodziłbyś się, żebym do niej pojechała i się nad nią pomodliła?
- Ale co pani ma na myśli? Jakiś egzorcyzm? - Kacper był tak zaskoczony, że gotów był tę całą rozmowę uznać za dowcip.
- Nie, żaden egzorcyzm. Zwykła modlitwa oczyszczająca. A do tego kilka błogosławieństw. To jeszcze nikomu nie zaszkodziło – mama Bartka mówiła wyjątkowo wolno i spokojnie nie chcąc spłoszyć doktora Kacpra.

Spotkali się po dwóch dniach w szpitalu. Mama Bartka nie zabrała ze sobą żadnych atrybutów, postarała się też ubrać tak, żeby nie zwracać na siebie uwagi. Nie chciała robić Kacprowi kłopotów, a jego samego niepokoić podczas modlitw nad chorą.
Po zakończeniu rytuału powiedziała cichym głosem:
- Chodźmy do nas porozmawiać na spokojnie.
Usiedli w milczeniu na kanapach w dużym pokoju. Mama Bartka układała sobie w głowie to, co miała powiedzieć chłopakom.
- Co wiesz o tej dziewczynie? - zapytała zaskoczonego kolejny raz Kacpra.
- Właściwie to nic. Ma bardzo normalnych rodziców, często przyjeżdżają, oferują pomoc. Przywożą świeże kwiaty i wychodzą.
- A coś więcej o samym wypadku?
- Po prostu wypadek. Samochód wjechał z dużą prędkością na chodnik. Odrzuciło ją na kilka metrów i upadła głową na beton.
- A sprawca wypadku? - dopytywała mama Bartka budując sobie w głowie obraz sytuacji.
- Starszy człowiek. Policja go przesłuchała i wypuściła. Będzie miał sprawę w sądzie. Kacper nie wiedział wiele więcej i nie widział związku między modlitwami, a wypadkiem, który doprowadził do śpiączki jego „śpiącą królewnę”.
Mama Bartka westchnęła.
Bartek wyciągnął długopis i zaczął coś notować.
- Masz telefon do ojca Lusi? - znienacka zapytała Kacpra mama Bartka.
- Mam. A dlaczego? - Kacper był zdezorientowany.
- Jeszcze nie wiem, ale sądzę, że oni mają jakiś problem rodzinny. Myślę, że...
Nie zdążyła dokończyć, bo w tej chwili odezwała się komórka Kacpra.
- Przepraszam, to ze szpitala – powiedział odbierając telefon Kacper.
- Tak... rozumiem... oczywiście... nie, zaraz będę – rozmowa ze szpitalem była krótka i rzeczowa.
- Lusia się wybudza – powiedział opadając głębiej na kanapę. Po chwili wstał mówiąc - Pojadę do niej. Dziękuję – to ostatnie było skierowane do mamy Bartka.

- Kaja, co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony Kacper widząc swoją siostrę przy łóżku Lusi.
- Nie wiem, słuchaj, coś mi kazało tu przyjechać. Położyłam się na chwilę spać i miałam taki realistyczny sen, że muszę tu przyjść – odpowiadała rwąc myśli Kaja.
Kacper nachylił się nad Lusią, wyjął latarkę i zaświecił jej w oczy. Reakcje źrenic były prawidłowe.
- Jak się pani czuje? - zapytał ze ściśniętym gardłem.
- Dobrze. Gdzie ja jestem? - Lusia zdawała się być całkowicie świadoma.
- W szpitalu, niech się pani nie martwi. Wszystko jest w porządku. Dobrze, że się pani obudziła...
- Co? - Lusia rozejrzała się po pokoju, spojrzała na okno, po czym zapytała niepewnym głosem – jak długo tu jestem?
Kacper milczał chwilę. Po czym powiedział nie kryjąc szczerego uśmiechu – prawie półtora miesiąca.

KONIEC (tym razem już naprawdę)

Pytania.
1. Dlaczego historia nie skończyła się tak prosto, że Kaja daje Lusi pieniążek?
A. Bo w tej historii nie chodzi o arytmetykę, tylko o magię.
B. Bo w życiu nigdy tak prosto nie jest.
C. Bo Kacper mógłby nie mieć okazji zakochać się w Lusi.
D. Bo do rozwiązania problemu była potrzebna mama Bartka.
E. Bo to nie jest jeszcze cała historia.

2. Co naprawdę zrobiła mama Bartka?
A. Wezwała Kaję, żeby problemy dziewczyn wzajemnie się „zniosły”.
B. Uruchomiła proces zdrowienia.
C. Zrobiła egzorcyzm wbrew temu, co zapowiadała.
D. Pomodliła się do Boga.

3. Czy w opisanej historii widzisz więcej przyczynowości, czy skutkowości?
A. Wobec Kai skutkowość, wobec Lusi przyczynowość.
B. Wobec Lusi skutkowość, wobec Kai przyczynowość.
C. Przyczynowość u Kacpra i Bartka.
D. Przyczynowość mamy Bartka i skutkowość u rodziców Lusi.
E. Skutkowość w rodzinie Lusi, przyczynowość w rodzinie Bartka, jedno i drugie w rodzinie Kai i Kacpra.

Kaja i Lusia - psychozabawa


Gdy Kaja była dzieckiem, podczas wycieczki znalazła na plaży pieniążek. Był to magiczny pieniążek. Za każdym razem, gdy kupowała za niego coś w sklepie, pieniążek wracał do jej portmonetki. Gdy płaciła pieniążkiem za książki w bibliotece, za warzywa na targu, za wszelkie rzeczy w różnych sklepach – suma, którą płaciła zawsze była dla niej niższa o wartość pieniążka. Czasem, gdy rachunek był niższy niż wartość pieniążka dodatkowo na tym zarabiała, bo wydawano jej resztę, a pieniążek i tak wracał do niej. Pieniążek wart był tyle, że nie musiała się martwić o swoją przyszłość – wystarczyło go używać. Płacąc pieniążkiem była w stanie utrzymać siebie i spokojnie żyć.

Kaję nawiedzała przykra myśl, że miała lepiej, niż inni ludzie i być może było to niesprawiedliwe. Miała też więcej przyjaciół, bo gdy w towarzystwie zabrakło czegoś do jedzenia, albo picia, to wystarczyło wysłać Kaję, a ona zawsze kupowała to, co było trzeba. I nigdy nie prosiła, żeby jej zwrócić pieniądze. Gdyby ktoś się zastanowił, to by się zdziwił, że Kaja zawsze chętnie kupuje dla innych różne rzeczy i nie oczekuje niczego w zamian. Po prostu dobrze było mieć przy sobie Kaję, bo wtedy niczego nie brakowało. Jednak Kaja zaczęła zauważać, że to, jaka ona jest naprawdę coraz mniej kogokolwiek obchodzi, a ludzie chcą się z nią przyjaźnić głównie z powodu jej pieniążka. To było przykre, bo z czasem przestano na nią zwracać uwagę, po prostu wysługiwano się nią, gdy trzeba było. Mogła liczyć na miłe traktowanie i uśmiechy, jednak te uśmiechy nie było skierowane do niej, a do jej pieniążka, do rzeczy, które można było dzięki niej mieć. Zastanawiała się czasem, czy w sumie pieniążek przynosi jej więcej korzyści, czy trosk.
* * *
Lusia zagubiła się podczas wyprawy w góry. Odłączyła się od grupy i byłaby pozostała w ciemnej grocie do końca życia, gdyby nie Gin. Gin obiecał wskazać Lusi drogę powrotną, ale zażądał czegoś w zamian. Lusia musiała się zgodzić, że odtąd każdorazowo, gdy będzie chciała wyjść ze swojego domu zapłaci Ginowi jeden pieniążek. Przystała na to i po powrocie z gór została uwięziona przez złego Gina i musiała mu płacić za każdą możliwość opuszczenia domu.
Drogie dzieci, na pewno zastanawiacie się, czy byłoby dobrze, gdyby Kaja i Lusia spotkały się i żeby Kaja oddała Lusi swój pieniążek. Dzięki temu Kaja przestałaby się martwić o to, że jej życie jest niesprawiedliwe i płytkie, a Lusia mogłaby wychodzić z domu tak często, jak tylko chce płacąc pieniążkiem, który zawsze by do niej wracał. Niestety, a może właśnie „stety”, w życiu nie ma prostych rozwiązań. Posłuchajcie, co wydarzyło się dalej.

Któregoś wieczoru, gdy Lusia wracała ze znajomymi z kina, została potrącona przez jadące z nadmierną prędkością auto. Trafiła do szpitala i zapadła w śpiączkę, z której lekarze nie potrafili jej wybudzić. Gin był bardzo niepocieszony - tracił kilkadziesiąt pieniążków miesięcznie swojego przychodu i nic nie wskazywało na to, żeby się to miało zmienić.

Okazało się, że jednym z młodych lekarzy w szpitalu, w którym przebywała Lusia był brat Kai Kacper. Oczywiście, Kacper nie miał pojęcia ani o magicznych pieniążkach, ani o istnieniu Ginów. Tym bardziej nie miał pojęcia, że jego siostra posługuje się magicznymi przedmiotami, ani że na jego oddziale leży dziewczyna, która płaci haracze baśniowym oprychom nieposiadającym powłoki cielesnej. Kacper zakochał się w „śpiącej królewnie”, jak w myślach nazywał swoją pacjentkę pozostającą w komie. Jak to możliwe, żeby zakochać się w kimś, kogo funkcje mózgowe zostały ograniczone do podstawowych czynności fizjologicznych bez szansy na poprawę? Nie wiem, drogie dzieci, lepiej same o to zapytajcie swoich rodziców.

KONIEC



Księgowy - psychozabawa

Któregoś razu będąc na targu księgowy zauważył mężczyznę kłócącego się ze sprzedawcą ubrań. Podszedł bliżej, żeby posłuchać, czego dotyczy spór.
Okazało się, że sprzedawca ubrań podniósł cenę spodni, a umówił się tydzień wcześniej z mężczyzną, że mu je sprzeda. Mężczyzna miał tylko tyle pieniędzy, ile spodnie kosztowały w chwili, gdy się umawiali i liczył na zakup, bo bardzo potrzebował tych spodni. Jednak sprzedawca nie chciał ustąpić – twierdził, że dziś cena jest taka, jaka jest i trzeba było przyjść tydzień temu, to by było taniej. Teraz już jest drożej.
- Rząd podniósł podatki. Musiałem podnieść cenę – argumentował sprzedawca.
- Ale umówiłeś się ze mną, że mi sprzedasz te spodnie. To było tylko tydzień temu – napierał mężczyzna.
- Właśnie w tym tygodniu wzrosły podatki o 2%, a dodatkowo na materiał jeszcze o 3%. Nie mogę mieć tej samej ceny – nie ustępował sprzedawca.
- Ja potrzebuję tych spodni. Mam tyle pieniędzy, ile chciałeś. Rozumiesz? - mężczyzna był zdesperowany, a w braku argumentów zaczął podnosić głos – jeśli mi ich nie sprzedasz, to rozpowiem wszystkim na targu i wśród sąsiadów, że jesteś oszustem.
Księgowy patrzył w spokoju na twarz sprzedawcy. Sprzedawca myślał.
- Mogę ci opuścić cenę o 1%, to wszystko, a i tak ledwie zarobię na tym – sprzedawca starał się mówić cicho.
- Nie, nie obchodzi mnie jeden procent. Ma być tyle, ile w zeszłym tygodniu! - mężczyzna był nieustępliwy i nabierał rozpędu w swoich negocjacjach. Stanął pewnie przed kramem sprzedawcy, wziął się pod boki i zaczął groźnie rozglądać się wokół.
- Nie zarobię na tym, będę musiał dołożyć do tej pary spodni, jeśli sprzedam ci je za cenę sprzed tygodnia, nie rozumiesz? - sprzedawca starał się odwołać do sumienia mężczyzny.
- To trzeba było się nie umawiać. Twoja strata. Ja chcę kupić za tyle, na ile się umówiliśmy – mężczyzna czuł, że wygrał, wystarczyło już tylko czekać i powtarzać swoje.
Księgowemu było przykro patrzeć na sprzedawcę, bo wiedział, że ten poniesie stratę na tej transakcji.
- Dobrze – powiedział w końcu sprzedawca.
Mężczyzna wyciągnął z kieszeni odliczoną kwotę i z satysfakcją zabrał spodnie. Odszedł bez pożegnania.

KONIEC

Pytania.
1. Czy mężczyzna mógł zapłacić więcej?
2. Czy zachowanie mężczyzny było uczciwe?
3. Czy sprzedawca mógł postąpić lepiej?
4. Czy księgowy powinien był się włączyć do sporu?
A. Jeśli nie, to w jakiej sytuacji byłoby to odpowiednie, żeby interweniował?
B. Jeśli tak, to jaka powinna być jego argumentacja i po której stronie powinien się opowiedzieć?

Kasia - psychozabawa


Kasia chodziła od roku do psychologa. Miewała problemy z nauką i snem. Dwukrotnie zdarzyło się jej stracić panowanie nad sobą podczas rozmowy z mamą, gdy rozmawiały na codzienne tematy. Mama była zaniepokojona, bo zawsze dbała o spokój i dobrą atmosferę w domu, a zachowanie i poziom nerwów, które niespodziewanie pokazała jej córka podczas napadu złości całkowicie nie pasowały do niej. Patrząc na swoją córkę mama była w szoku i powtarzała później, że Kasia nie wyglądała w ogóle jak ona, jakby wstąpiła w nią zupełnie inna osoba. A przecież na co dzień jest tak spokojna i cicha. To wymagało wsparcia psychologa.
- Ja też chciałabym mieć coś dla siebie! – wykrzyknęła Kasia na trzecim spotkaniu z panią psycholog.
- Ależ przecież ty masz wszystko, dziecko. Masz dom, rodzice zapewniają ci wszystko, czego potrzebujesz, masz znajomych, niczego ci nie brakuje – przekonywała pani psycholog.
- Nie mam nic. Nic! Pani tego nie zrozumie! - wykrzyczała Kasia i wstała ze złością. Pani psycholog również wstała i zastąpiła drogę do drzwi, aby uniemożliwić jej wyjście.
- Usiądź. Porozmawiaj ze mną jeszcze chwilę, proszę - głos pani psycholog zabrzmiał dojrzale i ciepło.
Kasia uniosła ręce w teatralnym geście, jakby chciała odepchnąć panią psycholog i jednocześnie wcisnąć ją w ziemię. Jednak wobec braku reakcji zrezygnowała i po chwili ponownie usiadła na krześle.
- Poczekaj na mnie – powiedziała pani psycholog i wyszła z pokoju.
Kasia siedziała, czekając na powrót pani psycholog. Ta weszła po chwili do pokoju z dwoma kubkami parującej herbaty.
- Słodzisz? - zapytała spokojnym głosem.
- Tak, jedną – odpowiedziała naturalnym głosem Kasia.
Pani psycholog postawiła przed nią cukiernicę i podała łyżeczkę. W milczeniu obserwowała dziewczynę. Jej zachowanie było tak zwykle i normalne, że nie dało się z niego wyciągnąć żadnych wniosków. Jeszcze minutę temu Kasia wyglądała jak Zeus rażący piorunami, a teraz była zwykłą, młodą kobietą pijącą gorącą herbatę.
Pani psycholog westchnęła. Kasia była zajęta swoim kubkiem i pokornie czekała na przebieg dalszych wydarzeń.
- Masz ochotę porozmawiać? - spróbowała pani psycholog.
- O czym? - zapytała Kasia.
- Nie wiem, o czym chcesz – pani psycholog usiłowała oddać inicjatywę Kasi.
- O niczym – Kasia nie dawała jej szansy.
- Dobrze, więc posiedźmy w milczeniu – spoinowała pani psycholog.
Siedziały tak kilka minut.
- Pani mnie nie zrozumie – niespodziewanie powiedziała Kasia.
- Dlaczego?
- Bo pani jest kobietą.

KONIEC


Pytania.

1. Jak sądzisz, czy psycholog mężczyzna pomoże Kasi?
A. Nie, bo ona nie chce dać sobie pomóc.
B. Tak, ona wie, czego potrzebuje.
C. Nic jej nie pomoże, bo jej jest dobrze tak, jak jest.
D. Nic jej nie pomoże dopóki nie wyprowadzi się z domu i nie założy własnej rodziny.
E. Mężczyzna psycholog tylko jeszcze pogorszyłby sytuację.

2. Kto jest najbardziej bardziej odpowiedzialny za problemy Kasi?
A. Jej mama.
B. Jej tata.
C. Ona sama.
D. Szkoła i rówieśnicy.
E. Świat.

3. Na czym polega problem Kasi?
A. Czuje pustkę.
B. Brak jej celu.
C. Jest jej za dobrze.
D. Jej rodzice są zbyt zajęci swoimi sprawami.

Czytaj także (Małgosia)