Bartek - psychozabawa
Kaja,
Lusia, Bartek i Kacper wyjechali razem na wakacje. Kacper i Lusia
byli parą od ponad pół roku. Od czasu uzdrowienia Lusi ustały
wszelkie magiczne działania – zniknął Gin pobierający opłaty
od Lusi, a pieniążek Kai przepadł, po prostu któregoś razu nie
wrócił do niej i od tej pory musiała już płacić pełne kwoty za
zakupy.
Zanim
Bartek dostał się na politechnikę miał już na swoim koncie
główne nagrody w konkursach młodych konstruktorów w całym kraju,
zarówno indywidualnie, jak i grupowo z kolegami z technikum. Na
swoje osiemnaste urodziny przygotował niespodziankę – jeżdżące
mini auto własnego projektu i wykonania sterowane zarówno ręcznie,
jak i zdalnie. Na studiach zainteresował się militariami. Miał
nadzieję pracować w przyszłości dla NASA, albo dla wojska. Jego
ideałem ze świata filmów był „Q” - współpracownik Jamesa
Bonda tworzący miniaturowe bomby, ukryte w długopisach pistolety i
lasery, zaawansowane zminiaturyzowane systemy łączności,
supermocne tytanowe linki ukryte w zegarku, itp. Bartek był
geniuszem, a w najgorszym przypadku przyszłym geniuszem.
Bartek
wiele rzeczy notował, bo twierdził, że całe życie jest ciągiem
informacji i impulsów, które niosą ze sobą różne treści i
nigdy nie wiadomo, kiedy dane doświadczenie może się przydać.
Jego mama doskonale go rozumiała, bo wierzyła w holistyczne
podejście do życia człowieka i do świata i wiedziała, że
intelekt i sukcesy jej syna są wynikiem harmonii, w której żyją.
Harmonii i akceptacji. I otwartości na ludzi i świat.
Było
popołudnie, właśnie wrócili z obiadu w mieście. Siedzieli w
trójkę na tarasie wynajętego domku i patrzyli na jezioro. Lusi nie
było z nimi, bo wolała po jedzeniu zrobić sobie drzemkę. Kaja
podtrzymywała rozmowę, jak zwykle miała najwięcej spostrzeżeń i
pomysłów dotyczących ich wyjazdu. Czuła się bezpiecznie w
towarzystwie brata i jego kolegi.
-
Wy byście do siebie pasowali, wiecie? - znienacka powiedział
Kacper.
-
Jak? - Bartek jak zwykle nie tracił dystansu.
-
O czym ty mówisz? - zapytała zażenowana Kaja.
-
No mówię, mówię – uśmiechał się Kacper. Wstał, żeby wejść
do domu i na odchodne rzucił nie tracąc uśmiechu – idę zobaczyć
co u mojej narzeczonej. Bawcie się dobrze, gołąbki.
-
Co jemu się stało? - zapytała po wyjściu brata Kaja.
-
Układa mu się w życiu, więc próbuje się teraz bawić w swata.
To nawet zrozumiałe - Bartek był rzeczowy do granic przyzwoitości.
-
Ej, halo, ale ja tu jestem. Co to za swatanie siostry z najlepszym
kolegą? To Twój pomysł? Takie końskie zaloty? No weź! - Kaja
złościła się nie na żarty.
-
Daj spokój, on chciał dobrze, może tylko trochę przesadził z
bezpośredniością. Nie martw się, gdybym czuł potrzebę zbliżyć
się do ciebie, to dowiedziałabyś się tego ode mnie bez
pośredników - Bartek trzymał ten swój logiczny fason do końca.
-
Rozumiem, ale ja jestem kobietą, w jakiej sytuacji on mnie stawia?
Mojemu braciszkowi chyba odbija przez tą całą Lusię – Kaja była
zła.
-
Nie lubisz jej? - Bartek grał rolę mediatora, bo spodziewał się
potwierdzenia.
-
Nie, że nie lubię. Po prostu jest z nią coś nie tak. Myślę, że
nie można jej ufać. Za dużo się dzieje ostatnio i nie wydaje mi
się, żeby Kacper wiedział do czego to wszystko zmierza.
-
A do czego to zmierza? - Bartek był szczerze zaskoczony słowami
Kai.
-
Myślę, że do niczego dobrego, a przynajmniej do niczego dobrego
dla Kacpra. Poznałeś jej rodziców?
-
Nie, zawsze spotykam ją tylko z Kacprem – powiedział Bartek i
zamyślił się
-
Rozmawiałaś o tym z moją mamą?
-
Nie, dlaczego pytasz?
-
Bo ona też coś mówiła o rodzicach Lusi.
-
Co mówiła?
-
Mniej więcej, to co ty – powiedział Bartek mrużąc oczy – idę
się przejść, idziesz ze mną?
-
Ha ha, nie. Jeszcze Kacper pomyśli, że mu się nas udało zeswatać.
-
Ok, to do zobaczenia później.
Bartek
zszedł z tarasu i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu ścieżki
do lasu. Przyroda go uspokajała i inspirowała. Lata wychowania
przez matkę otwartą na świat, przyrodę i duchy nie poszły na
marne. Bartek umiał wykorzystać wspaniałości obcowania z
zielenią, drzewami, paprociami i wszystkim, co w swym bogactwie
oferował mazurski las. Szedł spokojnie, miarowo, oddychał przez
nos wdychając zapachy wegetacji, mchu, eterycznych żywic, i ściółki
lasu. Odcienie zieleni i brązu wprowadziły go w stan pobudzenia
połączonego z harmonijnym wyciszeniem. Odetchnął głębiej.
Powoli jego myślenie przestawiało się w tryb refleksji – z
jednej strony – a prostego i nieskrępowanego przyjmowania bodźców
z drugiej. Szedł spokojnie, choć miał ochotę czasem podbiec.
Uznał, że sytuacja wymaga dorosłości, a nie zabawy – miał do
przemyślenia problem Kacpra i Lusi. Lusi i jej rodziców. Problemy,
problemy... te z przeszłości i te, które mogły nadejść. Kończąc
swój spacer wiedział, że istnieje wyjaśnienie i rozwiązanie
wszystkiego. Kwestią pozostaje, czym to rozwiązanie będzie i jak
długo potrwa proces wyprowadzający sprawy na prostą.
Wieczorem
zadzwoniła do niego matka pytając, co słychać. Po chwili rozmowy
już rozmawiali o Kai.
-
Wiesz, to nie jest rozmowa na telefon – mówiła cicho mama Bartka
– ale sądzę, że to jest bardzo duży problem i ani Ty, ani ja,
ani tym bardziej Kacper nic na to nie poradzimy. Gdybyś to ty był
na miejscu Kacpra, to namawiałabym cię do zerwania kontaktów z tą
Lusią.
-
Naprawdę, aż tak?
-
Tak. Ale sądzę, że Kacpra pcha coś w stronę Lusi ze względu na
jego siostrę, która jak wiesz też miała swoje... no...
perturbacje, które ustąpiły po mojej modlitwie w szpitalu i
wyzdrowieniu Lusi – mama Bartka zrobiła pauzę – Na niektóre
rzeczy nie mamy wpływu, synu. Ludzie potrzebują doświadczyć tego,
co im pisane i zrobią wszystko, żeby to się stało i nie należy
temu przeszkadzać...
-
Rozumiem cię mamusiu, nie martw się, będzie dobrze.
-
Kocham cię synu.
-
Ja ciebie też mamo.
KONIEC
Pytania.
1.
Co popycha Kacpra ku Lusi?
A.
Tajemnica.
B.
Duchowość.
C.
Problemy.
D.
Seksualność.
2.
W jakim kierunku zmierzają zmiany Kacpra pod wpływem jego nowej
dziewczyny?
A.
W żadnym.
B.
W dobrym.
C.
W złym.
D.
W naturalnym, przeciwieństwa się przyciągają.
3.
O co chodzi Kai, Bartkowi i jego mamie, gdy mówią z niepokojem o
rodzicach Lusi?
A.
To jest właśnie dziwne – nie rozumiem tego.
B.
Chodzi o te sprawy z grotą i Ginem.
C.
Chodzi o te sprawy z pieniążkiem i Ginem.
D.
Są zazdrośni, bo sami chodzą z głowami w chmurach, a Lusia twardo
stąpa po ziemi.
4.
Co można by powiedzieć o ojcu Bartka?
A.
Był inteligentnym człowiekiem.
B.
Bartek nie miał ojca.
C.
Wyjechał.
D.
Był słabym człowiekiem.
E.
Nic, pewnie mieszka z nimi jak każdy.
Kaja i Lusia (dalszy ciąg) - psychozabawa
Proszę
pana, proszę pana, a nie mogłoby to się skończyć trochę lepiej?
No
dobrze, niech wam już będzie. Posłuchajcie dalej.
Kolega
Kacpra Bartek był studentem politechniki. Od dzieciństwa miał
smykałkę do tworzenia różnych mniej, bądź bardziej użytecznych
wynalazków. A to udoskonalił łapkę na myszy, a to zwiększył
wydajność mechanizmu otwierającego bramę w garażu taty, a to
poprawił jakość oświetlenia w piwnicy. Ciągle coś ulepszał i
naprawiał, oliwił, wzmacniał, wymieniał części na sprawniejsze,
dodawał, zastępował, ogólnie mówiąc – naprawiał świat.
Któregoś
wieczoru Kacper był u Bartka w domu. Siedzieli w kuchni pijąc
herbatę. Była także mama Bartka. Kacper zwykle opowiadał im
najciekawsze wydarzenia ze swej pracy lekarza. Tym razem zdecydował
się opowiedzieć o Lusi i o jej tajemniczej śpiączce, którą
trudno było zdiagnozować.
-
Wylewy do mózgu wchłonęły się poprawnie, tomografia nie pokazuje
nic konkretnego. Jest piękną, wyjątkową dziewczyną.... –
zakończył opowieść Kacper nieco się rozmarzając.
Mama
Bartka spojrzała na Kacpra z czułością. Westchnęła i
powiedziała:
-
Może ja mogłabym coś poradzić.
-
Pani? A co pani mogłaby zrobić?
-
Wiesz, Bartku. Czasem nasze choroby nie mają racjonalnego,
organicznego uzasadnienia...
-
Co pani ma na myśli? Że to duchy???
-
Nie wiem, ale jeśli coś jest niewytłumaczalne, to znaczy, że
trzeba zmienić sposób myślenia, perspektywę. A wtedy może się
okazać, że sekret ma jednak rozwiązanie.
Bartek
spojrzał zdumiony na Kacpra. Ten nabrał powietrza i powiedział:
-
Słuchaj, nigdy ci nie mówiłem, ale moja mama zajmuje się trochę,
tym... no... ziołolecznictwem...
-
…i astrologią i kabałą i jeszcze paroma innymi rzeczami –
weszła w słowo synowi mama Bartka, ku kompletnemu zaskoczeniu
Kacpra.
-
No nie wiem – zaczął Kacper, gdy już do niego dotarło, do czego
zmierza mama Bartka – nie jest pani pracownikiem szpitala. Nie
wiem, czy wolno by mi było korzystać z pani pomocy, ani nawet, czy
powinna pani przychodzić do chorej. Jest pani obcą osobą.
- Masz
może jej zdjęcie? - Mama Bartka nie chciała tracić czasu. Czuła
ten dziwny rodzaj ciekawości połączony z intuicją, że istnieje
rozwiązanie problemu.
Kacper
poruszył się nieswojo, po czym sięgnął do kieszeni po telefon,
odszukał zdjęcie Lusi i podał mamie Bartka.
Mama
Bartka przybliżyła telefon ze zdjęciem nieco do twarzy, następnie
odsunęła go na wyciągnięcie ręki i powiedziała:
-
To nie jest śpiączka.
Kacper
zaniemówił ze zdziwienia połączonego z oburzeniem.
-
Jak to nie? Ona jest śpiączce, sama pani widzi. Leży tak już
ponad miesiąc – próbował racjonalizować całą sytuację –
jeśli to nie śpiączka, to co to jest?
-
Nie wiem, ale ona ma poważne kłopoty duchowe. I mam wrażenie, że
stoi na progu jeszcze większych problemów – powiedziała pewnym
siebie, ciepłym głosem mama Bartka.
-
Chce pani powiedzieć, że jest jakiś sposób na wybudzenie jej z
tej śpiączki? - Kacper ulegał powoli autorytetowi mamy kolegi.
- Czy
da się ją wybudzić, to nie wiem. Ale możliwe, że gdybyśmy jakoś
pomogli jej w duchowych problemach, to jej sytuacja się polepszy.
Być może także jej zdrowie. Jest jakaś szansa. Zgodziłbyś się,
żebym do niej pojechała i się nad nią pomodliła?
- Ale
co pani ma na myśli? Jakiś egzorcyzm? - Kacper był tak zaskoczony,
że gotów był tę całą rozmowę uznać za dowcip.
- Nie,
żaden egzorcyzm. Zwykła modlitwa oczyszczająca. A do tego kilka
błogosławieństw. To jeszcze nikomu nie zaszkodziło – mama
Bartka mówiła wyjątkowo wolno i spokojnie nie chcąc spłoszyć
doktora Kacpra.
Spotkali
się po dwóch dniach w szpitalu. Mama Bartka nie zabrała ze sobą
żadnych atrybutów, postarała się też ubrać tak, żeby nie
zwracać na siebie uwagi. Nie chciała robić Kacprowi kłopotów, a
jego samego niepokoić podczas modlitw nad chorą.
Po
zakończeniu rytuału powiedziała cichym głosem:
-
Chodźmy do nas porozmawiać na spokojnie.
Usiedli
w milczeniu na kanapach w dużym pokoju. Mama Bartka układała sobie
w głowie to, co miała powiedzieć chłopakom.
- Co
wiesz o tej dziewczynie? - zapytała zaskoczonego kolejny raz Kacpra.
-
Właściwie to nic. Ma bardzo normalnych rodziców, często
przyjeżdżają, oferują pomoc. Przywożą świeże kwiaty i
wychodzą.
- A coś
więcej o samym wypadku?
- Po
prostu wypadek. Samochód wjechał z dużą prędkością na chodnik.
Odrzuciło ją na kilka metrów i upadła głową na beton.
- A
sprawca wypadku? - dopytywała mama Bartka budując sobie w głowie
obraz sytuacji.
-
Starszy człowiek. Policja go przesłuchała i wypuściła. Będzie
miał sprawę w sądzie. Kacper nie wiedział wiele więcej i nie
widział związku między modlitwami, a wypadkiem, który doprowadził
do śpiączki jego „śpiącą królewnę”.
Mama
Bartka westchnęła.
Bartek
wyciągnął długopis i zaczął coś notować.
- Masz
telefon do ojca Lusi? - znienacka zapytała Kacpra mama Bartka.
- Mam.
A dlaczego? - Kacper był zdezorientowany.
-
Jeszcze nie wiem, ale sądzę, że oni mają jakiś problem rodzinny.
Myślę, że...
Nie
zdążyła dokończyć, bo w tej chwili odezwała się komórka
Kacpra.
-
Przepraszam, to ze szpitala – powiedział odbierając telefon
Kacper.
-
Tak... rozumiem... oczywiście... nie, zaraz będę – rozmowa ze
szpitalem była krótka i rzeczowa.
- Lusia
się wybudza – powiedział opadając głębiej na kanapę. Po
chwili wstał mówiąc - Pojadę do niej. Dziękuję – to ostatnie
było skierowane do mamy Bartka.
- Kaja,
co ty tu robisz? - zapytał zdziwiony Kacper widząc swoją siostrę
przy łóżku Lusi.
- Nie
wiem, słuchaj, coś mi kazało tu przyjechać. Położyłam się na
chwilę spać i miałam taki realistyczny sen, że muszę tu przyjść
– odpowiadała rwąc myśli Kaja.
Kacper
nachylił się nad Lusią, wyjął latarkę i zaświecił jej w oczy.
Reakcje źrenic były prawidłowe.
- Jak
się pani czuje? - zapytał ze ściśniętym gardłem.
-
Dobrze. Gdzie ja jestem? - Lusia zdawała się być całkowicie
świadoma.
- W
szpitalu, niech się pani nie martwi. Wszystko jest w porządku.
Dobrze, że się pani obudziła...
- Co? -
Lusia rozejrzała się po pokoju, spojrzała na okno, po czym
zapytała niepewnym głosem – jak długo tu jestem?
Kacper
milczał chwilę. Po czym powiedział nie kryjąc szczerego uśmiechu
– prawie półtora miesiąca.
KONIEC
(tym razem już naprawdę)
Pytania.
1.
Dlaczego historia nie skończyła się tak prosto, że Kaja daje Lusi
pieniążek?
A. Bo
w tej historii nie chodzi o arytmetykę, tylko o magię.
B. Bo
w życiu nigdy tak prosto nie jest.
C. Bo
Kacper mógłby nie mieć okazji zakochać się w Lusi.
D. Bo
do rozwiązania problemu była potrzebna mama Bartka.
E. Bo
to nie jest jeszcze cała historia.
2. Co
naprawdę zrobiła mama Bartka?
A.
Wezwała Kaję, żeby problemy dziewczyn wzajemnie się „zniosły”.
B.
Uruchomiła proces zdrowienia.
C.
Zrobiła egzorcyzm wbrew temu, co zapowiadała.
D.
Pomodliła się do Boga.
3. Czy
w opisanej historii widzisz więcej przyczynowości, czy skutkowości?
A.
Wobec Kai skutkowość, wobec Lusi przyczynowość.
B.
Wobec Lusi skutkowość, wobec Kai przyczynowość.
C.
Przyczynowość u Kacpra i Bartka.
D.
Przyczynowość mamy Bartka i skutkowość u rodziców Lusi.
E.
Skutkowość w rodzinie Lusi, przyczynowość w rodzinie Bartka,
jedno i drugie w rodzinie Kai i Kacpra.
Kaja i Lusia - psychozabawa
Gdy
Kaja była dzieckiem, podczas wycieczki znalazła na plaży
pieniążek. Był to magiczny pieniążek. Za każdym razem, gdy
kupowała za niego coś w sklepie, pieniążek wracał do jej
portmonetki. Gdy płaciła pieniążkiem za książki w bibliotece,
za warzywa na targu, za wszelkie rzeczy w różnych sklepach –
suma, którą płaciła zawsze była dla niej niższa o wartość
pieniążka. Czasem, gdy rachunek był niższy niż wartość
pieniążka dodatkowo na tym zarabiała, bo wydawano jej resztę, a
pieniążek i tak wracał do niej. Pieniążek wart był tyle, że
nie musiała się martwić o swoją przyszłość – wystarczyło go
używać. Płacąc pieniążkiem była w stanie utrzymać siebie i
spokojnie żyć.
Kaję
nawiedzała przykra myśl, że miała lepiej, niż inni ludzie i być
może było to niesprawiedliwe. Miała też więcej przyjaciół, bo
gdy w towarzystwie zabrakło czegoś do jedzenia, albo picia, to
wystarczyło wysłać Kaję, a ona zawsze kupowała to, co było
trzeba. I nigdy nie prosiła, żeby jej zwrócić pieniądze. Gdyby
ktoś się zastanowił, to by się zdziwił, że Kaja zawsze chętnie
kupuje dla innych różne rzeczy i nie oczekuje niczego w zamian. Po
prostu dobrze było mieć przy sobie Kaję, bo wtedy niczego nie
brakowało. Jednak Kaja zaczęła zauważać, że to, jaka ona jest
naprawdę coraz mniej kogokolwiek obchodzi, a ludzie chcą się z nią
przyjaźnić głównie z powodu jej pieniążka. To było przykre, bo
z czasem przestano na nią zwracać uwagę, po prostu wysługiwano
się nią, gdy trzeba było. Mogła liczyć na miłe traktowanie i
uśmiechy, jednak te uśmiechy nie było skierowane do niej, a do jej
pieniążka, do rzeczy, które można było dzięki niej mieć.
Zastanawiała się czasem, czy w sumie pieniążek przynosi jej
więcej korzyści, czy trosk.
*
* *
Lusia
zagubiła się podczas wyprawy w góry. Odłączyła się od grupy i
byłaby pozostała w ciemnej grocie do końca życia, gdyby nie Gin.
Gin obiecał wskazać Lusi drogę powrotną, ale zażądał czegoś w
zamian. Lusia musiała się zgodzić, że odtąd każdorazowo, gdy
będzie chciała wyjść ze swojego domu zapłaci Ginowi jeden
pieniążek. Przystała na to i po powrocie z gór została uwięziona
przez złego Gina i musiała mu płacić za każdą możliwość
opuszczenia domu.
Drogie
dzieci, na pewno zastanawiacie się, czy byłoby dobrze, gdyby Kaja i
Lusia spotkały się i żeby Kaja oddała Lusi swój pieniążek.
Dzięki temu Kaja przestałaby się martwić o to, że jej życie
jest niesprawiedliwe i płytkie, a Lusia mogłaby wychodzić z domu
tak często, jak tylko chce płacąc pieniążkiem, który zawsze by
do niej wracał. Niestety, a może właśnie „stety”, w życiu
nie ma prostych rozwiązań. Posłuchajcie, co wydarzyło się dalej.
Któregoś
wieczoru, gdy Lusia wracała ze znajomymi z kina, została potrącona
przez jadące z nadmierną prędkością auto. Trafiła do szpitala i
zapadła w śpiączkę, z której lekarze nie potrafili jej wybudzić.
Gin był bardzo niepocieszony - tracił kilkadziesiąt pieniążków
miesięcznie swojego przychodu i nic nie wskazywało na to, żeby się
to miało zmienić.
Okazało
się, że jednym z młodych lekarzy w szpitalu, w którym przebywała
Lusia był brat Kai Kacper. Oczywiście, Kacper nie miał pojęcia
ani o magicznych pieniążkach, ani o istnieniu Ginów. Tym bardziej
nie miał pojęcia, że jego siostra posługuje się magicznymi
przedmiotami, ani że na jego oddziale leży dziewczyna, która płaci
haracze baśniowym oprychom nieposiadającym powłoki cielesnej.
Kacper zakochał się w „śpiącej królewnie”, jak w myślach
nazywał swoją pacjentkę pozostającą w komie. Jak to możliwe,
żeby zakochać się w kimś, kogo funkcje mózgowe zostały
ograniczone do podstawowych czynności fizjologicznych bez szansy na
poprawę? Nie wiem, drogie dzieci, lepiej same o to zapytajcie swoich
rodziców.
KONIEC
Księgowy - psychozabawa
Któregoś
razu będąc na targu księgowy zauważył mężczyznę kłócącego
się ze sprzedawcą ubrań. Podszedł bliżej, żeby posłuchać,
czego dotyczy spór.
Okazało
się, że sprzedawca ubrań podniósł cenę spodni, a umówił się
tydzień wcześniej z mężczyzną, że mu je sprzeda. Mężczyzna
miał tylko tyle pieniędzy, ile spodnie kosztowały w chwili, gdy
się umawiali i liczył na zakup, bo bardzo potrzebował tych spodni.
Jednak sprzedawca nie chciał ustąpić – twierdził, że dziś
cena jest taka, jaka jest i trzeba było przyjść tydzień temu, to
by było taniej. Teraz już jest drożej.
- Rząd
podniósł podatki. Musiałem podnieść cenę – argumentował
sprzedawca.
- Ale
umówiłeś się ze mną, że mi sprzedasz te spodnie. To było tylko
tydzień temu – napierał mężczyzna.
-
Właśnie w tym tygodniu wzrosły podatki o 2%, a dodatkowo na
materiał jeszcze o 3%. Nie mogę mieć tej samej ceny – nie
ustępował sprzedawca.
- Ja
potrzebuję tych spodni. Mam tyle pieniędzy, ile chciałeś.
Rozumiesz? - mężczyzna był zdesperowany, a w braku argumentów
zaczął podnosić głos – jeśli mi ich nie sprzedasz, to
rozpowiem wszystkim na targu i wśród sąsiadów, że jesteś
oszustem.
Księgowy
patrzył w spokoju na twarz sprzedawcy. Sprzedawca myślał.
- Mogę
ci opuścić cenę o 1%, to wszystko, a i tak ledwie zarobię na tym
– sprzedawca starał się mówić cicho.
- Nie,
nie obchodzi mnie jeden procent. Ma być tyle, ile w zeszłym
tygodniu! - mężczyzna był nieustępliwy i nabierał rozpędu w
swoich negocjacjach. Stanął pewnie przed kramem sprzedawcy, wziął
się pod boki i zaczął groźnie rozglądać się wokół.
- Nie
zarobię na tym, będę musiał dołożyć do tej pary spodni, jeśli
sprzedam ci je za cenę sprzed tygodnia, nie rozumiesz? - sprzedawca
starał się odwołać do sumienia mężczyzny.
- To
trzeba było się nie umawiać. Twoja strata. Ja chcę kupić za
tyle, na ile się umówiliśmy – mężczyzna czuł, że wygrał,
wystarczyło już tylko czekać i powtarzać swoje.
Księgowemu
było przykro patrzeć na sprzedawcę, bo wiedział, że ten poniesie
stratę na tej transakcji.
-
Dobrze – powiedział w końcu sprzedawca.
Mężczyzna
wyciągnął z kieszeni odliczoną kwotę i z satysfakcją zabrał
spodnie. Odszedł bez pożegnania.
KONIEC
Pytania.
1. Czy
mężczyzna mógł zapłacić więcej?
2. Czy
zachowanie mężczyzny było uczciwe?
3. Czy
sprzedawca mógł postąpić lepiej?
4. Czy
księgowy powinien był się włączyć do sporu?
A.
Jeśli nie, to w jakiej sytuacji byłoby to odpowiednie, żeby
interweniował?
B.
Jeśli tak, to jaka powinna być jego argumentacja i po której
stronie powinien się opowiedzieć?
Kasia - psychozabawa
Kasia
chodziła od roku do psychologa. Miewała problemy z nauką i snem.
Dwukrotnie zdarzyło się jej stracić panowanie nad sobą podczas
rozmowy z mamą, gdy rozmawiały na codzienne tematy. Mama była
zaniepokojona, bo zawsze dbała o spokój i dobrą atmosferę w domu,
a zachowanie i poziom nerwów, które niespodziewanie pokazała jej
córka podczas napadu złości całkowicie nie pasowały do niej.
Patrząc na swoją córkę mama była w szoku i powtarzała później,
że Kasia nie wyglądała w ogóle jak ona, jakby wstąpiła w nią
zupełnie inna osoba. A przecież na co dzień jest tak spokojna i
cicha. To wymagało wsparcia psychologa.
- Ja
też chciałabym mieć coś dla siebie! – wykrzyknęła Kasia na
trzecim spotkaniu z panią psycholog.
- Ależ
przecież ty masz wszystko, dziecko. Masz dom, rodzice zapewniają ci
wszystko, czego potrzebujesz, masz znajomych, niczego ci nie brakuje
– przekonywała pani psycholog.
- Nie
mam nic. Nic! Pani tego nie zrozumie! - wykrzyczała Kasia i wstała
ze złością. Pani psycholog również wstała i zastąpiła drogę do drzwi, aby uniemożliwić jej wyjście.
-
Usiądź. Porozmawiaj ze mną jeszcze chwilę, proszę - głos pani
psycholog zabrzmiał dojrzale i ciepło.
Kasia
uniosła ręce w teatralnym geście, jakby chciała odepchnąć panią
psycholog i jednocześnie wcisnąć ją w ziemię. Jednak wobec braku
reakcji zrezygnowała i po chwili ponownie usiadła na krześle.
-
Poczekaj na mnie – powiedziała pani psycholog i wyszła z pokoju.
Kasia
siedziała, czekając na powrót pani psycholog. Ta
weszła po chwili do pokoju z dwoma kubkami parującej herbaty.
-
Słodzisz? - zapytała spokojnym głosem.
- Tak,
jedną – odpowiedziała naturalnym głosem Kasia.
Pani
psycholog postawiła przed nią cukiernicę i podała łyżeczkę. W
milczeniu obserwowała dziewczynę. Jej zachowanie było tak zwykle i
normalne, że nie dało się z niego wyciągnąć żadnych wniosków.
Jeszcze minutę temu Kasia wyglądała jak Zeus rażący piorunami, a
teraz była zwykłą, młodą kobietą pijącą gorącą herbatę.
Pani
psycholog westchnęła. Kasia była zajęta swoim kubkiem i pokornie
czekała na przebieg dalszych wydarzeń.
- Masz
ochotę porozmawiać? - spróbowała pani psycholog.
- O
czym? - zapytała Kasia.
- Nie
wiem, o czym chcesz – pani psycholog usiłowała oddać inicjatywę
Kasi.
- O
niczym – Kasia nie dawała jej szansy.
-
Dobrze, więc posiedźmy w milczeniu – spoinowała pani psycholog.
Siedziały
tak kilka minut.
- Pani
mnie nie zrozumie – niespodziewanie powiedziała Kasia.
-
Dlaczego?
- Bo
pani jest kobietą.
KONIEC
Pytania.
1.
Jak sądzisz, czy psycholog mężczyzna pomoże Kasi?
A.
Nie, bo ona nie chce dać sobie pomóc.
B.
Tak, ona wie, czego potrzebuje.
C.
Nic jej nie pomoże, bo jej jest dobrze tak, jak jest.
D.
Nic jej nie pomoże dopóki nie wyprowadzi się z domu i nie założy
własnej rodziny.
E.
Mężczyzna psycholog tylko jeszcze pogorszyłby sytuację.
2.
Kto jest najbardziej bardziej odpowiedzialny za problemy Kasi?
A.
Jej mama.
B.
Jej tata.
C.
Ona sama.
D.
Szkoła i rówieśnicy.
E.
Świat.
3.
Na czym polega problem Kasi?
A.
Czuje pustkę.
B.
Brak jej celu.
C.
Jest jej za dobrze.
D.
Jej rodzice są zbyt zajęci swoimi sprawami.
Czytaj także (Małgosia)
Małgosia - psychozabawa
Małgosia
siedziała na łóżku przeglądając najnowszy numer Madame
pożyczony od Kasi. Kiedyś będzie taka jak kobiety na zdjęciach i
te, które opisują swoje przygody i sukcesy zawodowe. Wie jak to
zrobić, wie jak one to osiągnęły. Wystarczy znać odpowiednie
osoby. Cała reszta to betka. Każdy potrafi rządzić, wystarczy
dostać się na właściwy stołek i wiedzieć, jak postępować z
ludźmi. To drugie Małgosia miała opanowane do perfekcji.
Zamyśliła
się na krótką chwilę, po czym schowała pismo pod stertą starych
gazet, żeby przypadkiem matka jej go nie zabrała. Założyła
skórzaną kurtkę i wyszła z domu.
W
windzie poczuła znajomy, ciepły zapach drewna pomieszanego ze
smarem i czymś jeszcze – pewnie zapachami ludzi, którzy jeździli
tą windą przez ostatnie lata.
Gdy
wychodziła z bloku minęła pana Mietka. Pan Mietek nie pracował,
miał chorego psa i codziennie wychodził do sklepu po zakupy. Trudno
było powiedzieć z czego się utrzymywał, bo na emeryturę był
jeszcze zbyt młody. Budził w Małgosi respekt. Nie strach, ale
respekt. Z jakiego powodu? Bo był zawsze taki sam. To imponowało
Małgosi najbardziej u mężczyzn – niezmienność. Była w tym i
siła i umiejętność przetrwania i twardość. Pan Mietek taki był
- jeden z tych ludzi, którzy wyglądają, jakby mieli jakąś
tajemnicę, choć wiadomo, że nie mają żadnej tajemnicy. Dlatego
pan Mietek działał na Małgosię. Ona w przeciwieństwie do niego
miała wiele tajemnic, których chciałaby nie mieć. Mogłaby dać
panu Mietkowi, ale jakoś nigdy nie było ku temu okazji i
prawdopodobnie żadna okazja się nigdy nie pojawi. Jak zwykle
zagrała przed panem Mietkiem głupiutką dziewczynę, powiedziała
„dzień dobry” i uśmiechnęła się niewinnie.
Przy
bramie do parku spotkała Wojtka i Kasię. Wojtek miał na sobie
nową, śnieżnobiałą bluzę z kapturem, a w ręku reklamówkę
wypełnioną zakupami. Kasia, scrollowała na swoim telefonie
zdjęcia.
- Co
tak stoicie? - zapytała Małgosia.
-
Czekamy na ciebie – ripostował ze śmiechem Wojtek.
- A to
dobrze, daj fajka – uśmiechnęła się Małgosia.
Wojtek
udał, że nie słyszy, więc Małgosia wyjęła papierosa ze swojej
paczki. Następnie chwyciła obiema dłońmi rękę Wojtka, i
przypaliła sobie od jego żaru. Na koniec spojrzała mu w oczy
zadziornie. Wszystko w takim tempie i tak zmysłowo, że Wojtkowi
podniosło się nieznacznie tętno.
- Co mi
odbijasz chłopaka? - wtrąciła się Kasia podnosząc wzrok znad
telefonu.
-
Pożyczam tylko – zaśmiała się Małgosia – co tam oglądasz? -
zapytała wskazując podbródkiem telefon Kasi.
-
Wielki świat, kochana. Wojtek był na osiemnastce u jakichś bogaczy
– odpowiedziała z mieszaniną zachwytu i zazdrości Kasia.
- Co?
- No –
potwierdził Wojtek przeciągając samogłoskę o.
-
Pokaż. Gdzie to było? - Małgosia skierowała pytanie do Wojtka nie
odrywając wzroku od aparatu Kasi.
- W
Konstancinie. U dziewczyny takiego Piotrka – wyjaśnił żując
ślinę Wojtek.
-
Jakiego Piotrka? - dopytywała żywo Małgosia.
-
Piotrka. Kolegi mojego brata. Jego dziewczyna ma taką wielką chatę,
że bawiło się chyba ze dwieście osób - Wojtek mówił to samo,
co przed chwilą opowiadał Kasi.
- Ile?
- Małgosia była zaszokowana.
- No,
może nawet dwieście pięćdziesiąt – powtarzał Wojtek.
-
Wojtek się zakochał na tym przyjęciu – komentowała Kasia wciąż
scrollując zdjęcia.
-
Zakochał? W kim? - Małgosia poczuła niepokój.
- O, w
tej w niebieskiej sukience – pokazała palcem na telefonie Kasia.
Małgosia
patrzyła badawczo na Wojtka, który spojrzał jej zawadiacko w oczy
przybierając minę macho. Po chwili się zreflektował, zmarszczył
brwi i z tak neutralnym wyrazem twarzy, na jaki go było stać zaczął
szukać czegoś wzrokiem w gałęziach drzew.
- To
nie jest dziewczyna dla ciebie, Wojtek – zaczęła swój atak na
wolność Wojtka Małgosia matczynym głosem.
-
Dlaczego nie? - zapytał zatroskany Wojtek.
- Nie
pasujesz do niej – odpowiedziała z naciskiem Małgosia.
- A do
kogo pasuję? Może do ciebie? - Wojtek usiłował się odgryźć.
- Na
mnie to cie nie stać, chłoptasiu – Małgosia patrzyła Wojtkowi
prosto w oczy groźnym spojrzeniem.
Wojtek
przełknął ślinę. Kasia milczała. Małgosia miała ochotę
wyrwać jej z ręki telefon i cisnąć nim o ziemię, ale na zewnątrz
była wciąż zrelaksowana i chłodna.
- Ej,
bardzo fajny ten Madame. Tam jest taka torebka, którą mi kiedyś
pokazywałaś w Arkadii – Małgosia zmieniła temat zostawiając
Wojtka w rozterce.
- Tak?
Nie zwróciłam uwagi – Kasia dała się zainteresować Małgosi.
- Tak,
taka brązowa z długim paskiem do noszenia na ramieniu. Z okrągłą
klamrą. Daj, pokażę ci na necie – Małgosia wzięła od Kasi
telefon i zaczęła szukać torebki w Google. Po chwili powiedziała
– zobacz, dokładnie taka.
- Fakt
– oczy Kasi się zaświeciły – kurczę, fajna jest.
- Mi
się podoba inna, pokażę ci – Małgosia ponownie zaczęła
przeglądać zdjęcia w Kasi telefonie.
- To
cześć, dziewczyny – powiedział Wojtek i nie czekając na
odpowiedź odszedł niepewnym krokiem w kierunku parku.
KONIEC
Pytania
1. Czy Małgosia osiągnie cel i zostanie kiedyś jak te
kobiety z Madame?
A. Tak, jest skupiona na sukcesie i zdeterminowana,
dlatego jej się to uda.
B. Nie, start z jej pułapu nie daje szansy na pełen
sukces.
C. To nieistotne, Małgosia i tak zmieni swoje cele,
gdy dojrzeje.
D. Nie, osiągnie raczej przeciwny cel. Wyjaśnij
dlaczego tak myślisz.
2. Czy uważasz, że umówiona wcześniej sobotnia
randka (patrz: Jaś i Małgosia) Wojtka i Małgosi będzie miała miejsce ?
A. Nie, ponieważ Małgosia jest zła na Wojtka.
B. Nie, bo Wojtek jest zły na Małgosię.
C. Nie, bo Wojtek jest zakochany w dziewczynie z
imprezy.
D. Tak, bo Małgosia tak chce.
E. Tak, rozmowa w parku nie będzie miała wpływu na
planowaną randkę Wojtka i Małgosi.
3. Czy będąc na miejscu Kasi dbałbyś o dobre relacje
z Małgosią?
A. Tak, bo Małgosia jest silną osobą i to imponuje
Kasi.
B. Tak, bo Kasia i Małgosia są przyjaciółkami.
C. Nie, bo Kasia ma uczucia, a Małgosia jest
bezwzględna.
Jaś i Małgosia - psychozabawa
Jaś
idzie do biblioteki oddać w terminie książki.
Małgosia
stoi pod drzewem w parku i pali papierosa. Małgosia nie oddaje
książek w terminie.
Jaś
pyta Małgosię:
-
Co słychać, Małgosiu? - ponieważ Jaś chciałby zaprosić
Małgosię na randkę.
-
Słabo - odpowiada Małgosia - kaska mi się skończyła, a fajeczkę
mam już tylko jedną w mej paczuszce.
-
Przykro mi, Małgosiu, ale jeśli poczekasz tu na mnie, to ja
szybciutko zaniosę do biblioteki książki i pójdę do mamy po
pieniążki na papieroski dla ciebie.
Małgosia
spojrzała nieufnie na Jasia i powiedziała, że dobrze, że zaczeka.
Jaś
szybko oddał książki w bibliotece i poszedł do mamy po pieniążki.
Mama
zapytała, po co mu pieniążki, więc skłamał, że są potrzebne w
szkole na kwiatki dla pani dyrektor. Mama wiedziała, że Jaś nie
potrzebuje na kwiatki aż tak dużo pieniążków, ale wiedziała
też, że niektórzy uczniowie nie przyniosą w ogóle pieniążków,
więc Jaś może wpłacić więcej, żeby uzbierała się właściwa
kwota. Mama Jasia chciała dobrze. Jaś także chciał dobrze, ale
poza dobrze, chciał też iść na randkę z Małgosią i aby to
osiągnąć był gotów zrobić również coś niedobrze. Skłamał i
dostał pieniążki od mamy. Z pieniążkami pobiegł do parku na
spotkanie z Małgosią.
Spotyka
ją (co prawda Małgosi nie było już w parku, bo zapomniała o
Jasiu i była właśnie na randce z Krzysiem, ale zmieńmy nieco
przebieg zdarzeń, posłużmy się ten jeden raz licencją poetiką)
i oferuje jej pieniążki na papieroski.
Małgosia
szczęśliwa bierze od Jasia całe dwadzieścia złotych i idzie do
żabki kupić fajeczki, a za resztę dodatkowo niedrogie piwko.
Małgosia skończyła 18 lat w styczniu, więc nie ma problemów z
zakupami. Jaś jest nieco młodszy i dopiero w wakacje osiągnie
swoją pełnoletność.
Małgosia
zaciąga się dymem ze świeżej paczuszki papierosków kupionych
właśnie w żabce i patrzy na Jasia.
-
No i jak tam twoje książki? - pyta zaczepnie.
-
Dobrze, przeczytałem, oddałem, wypożyczyłem następne - Jaś ma
tupet i ikrę i rozmawia tak, jak mu się wydaje, że Małgosia
chciałaby rozmawiać z chłopakami.
Małgosia
patrzy w ziemię. Czubkiem buta wygrzebuje błoto spomiędzy płyt
chodnikowych.
-
Małgosiu, pójdziesz ze mną na randkę? - pyta odważnie Jaś, choć
serce bije mu jak cholera.
-
Na jaką randkę ? - pyta Małgosia, choć dobrze wie, co to randka
(jest przecież właśnie na randce z Krzysiem, a w sobotę będzie
na randce z Wojtkiem, bo już jest umówiona od tygodnia).
-
No wiesz, moglibyśmy wziąć rowery i pojechać nad staw.
Małgosia
chwilę milczy, po czym rzuca:
-
Muszę już iść.
I
odchodzi.
KONIEC
Pytania.
1.
Dlaczego Małgosia nie umówiła się z Jasiem na randkę? Zakreśl
odpowiednie odpowiedzi:
A.
Dlatego, że dostała od Jasia pieniążki na papieroski.
B.
Dlatego, że Jaś nie był wystarczająco interesującym partnerem na
randkę.
C.
Dlatego, że Jaś oddawał książki w terminie, a ona nie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
