18 marca 2018

Bartek - psychozabawa



Kaja, Lusia, Bartek i Kacper wyjechali razem na wakacje. Kacper i Lusia byli parą od ponad pół roku. Od czasu uzdrowienia Lusi ustały wszelkie magiczne działania – zniknął Gin pobierający opłaty od Lusi, a pieniążek Kai przepadł, po prostu któregoś razu nie wrócił do niej i od tej pory musiała już płacić pełne kwoty za zakupy.

Zanim Bartek dostał się na politechnikę miał już na swoim koncie główne nagrody w konkursach młodych konstruktorów w całym kraju, zarówno indywidualnie, jak i grupowo z kolegami z technikum. Na swoje osiemnaste urodziny przygotował niespodziankę – jeżdżące mini auto własnego projektu i wykonania sterowane zarówno ręcznie, jak i zdalnie. Na studiach zainteresował się militariami. Miał nadzieję pracować w przyszłości dla NASA, albo dla wojska. Jego ideałem ze świata filmów był „Q” - współpracownik Jamesa Bonda tworzący miniaturowe bomby, ukryte w długopisach pistolety i lasery, zaawansowane zminiaturyzowane systemy łączności, supermocne tytanowe linki ukryte w zegarku, itp. Bartek był geniuszem, a w najgorszym przypadku przyszłym geniuszem.

Bartek wiele rzeczy notował, bo twierdził, że całe życie jest ciągiem informacji i impulsów, które niosą ze sobą różne treści i nigdy nie wiadomo, kiedy dane doświadczenie może się przydać. Jego mama doskonale go rozumiała, bo wierzyła w holistyczne podejście do życia człowieka i do świata i wiedziała, że intelekt i sukcesy jej syna są wynikiem harmonii, w której żyją. Harmonii i akceptacji. I otwartości na ludzi i świat.

Było popołudnie, właśnie wrócili z obiadu w mieście. Siedzieli w trójkę na tarasie wynajętego domku i patrzyli na jezioro. Lusi nie było z nimi, bo wolała po jedzeniu zrobić sobie drzemkę. Kaja podtrzymywała rozmowę, jak zwykle miała najwięcej spostrzeżeń i pomysłów dotyczących ich wyjazdu. Czuła się bezpiecznie w towarzystwie brata i jego kolegi.
- Wy byście do siebie pasowali, wiecie? - znienacka powiedział Kacper.
- Jak? - Bartek jak zwykle nie tracił dystansu.
- O czym ty mówisz? - zapytała zażenowana Kaja.
- No mówię, mówię – uśmiechał się Kacper. Wstał, żeby wejść do domu i na odchodne rzucił nie tracąc uśmiechu – idę zobaczyć co u mojej narzeczonej. Bawcie się dobrze, gołąbki.
- Co jemu się stało? - zapytała po wyjściu brata Kaja.
- Układa mu się w życiu, więc próbuje się teraz bawić w swata. To nawet zrozumiałe - Bartek był rzeczowy do granic przyzwoitości.
- Ej, halo, ale ja tu jestem. Co to za swatanie siostry z najlepszym kolegą? To Twój pomysł? Takie końskie zaloty? No weź! - Kaja złościła się nie na żarty.
- Daj spokój, on chciał dobrze, może tylko trochę przesadził z bezpośredniością. Nie martw się, gdybym czuł potrzebę zbliżyć się do ciebie, to dowiedziałabyś się tego ode mnie bez pośredników - Bartek trzymał ten swój logiczny fason do końca.
- Rozumiem, ale ja jestem kobietą, w jakiej sytuacji on mnie stawia? Mojemu braciszkowi chyba odbija przez tą całą Lusię – Kaja była zła.
- Nie lubisz jej? - Bartek grał rolę mediatora, bo spodziewał się potwierdzenia.
- Nie, że nie lubię. Po prostu jest z nią coś nie tak. Myślę, że nie można jej ufać. Za dużo się dzieje ostatnio i nie wydaje mi się, żeby Kacper wiedział do czego to wszystko zmierza.
- A do czego to zmierza? - Bartek był szczerze zaskoczony słowami Kai.
- Myślę, że do niczego dobrego, a przynajmniej do niczego dobrego dla Kacpra. Poznałeś jej rodziców?
- Nie, zawsze spotykam ją tylko z Kacprem – powiedział Bartek i zamyślił się
- Rozmawiałaś o tym z moją mamą?
- Nie, dlaczego pytasz?
- Bo ona też coś mówiła o rodzicach Lusi.
- Co mówiła?
- Mniej więcej, to co ty – powiedział Bartek mrużąc oczy – idę się przejść, idziesz ze mną?
- Ha ha, nie. Jeszcze Kacper pomyśli, że mu się nas udało zeswatać.
- Ok, to do zobaczenia później.

Bartek zszedł z tarasu i zaczął się rozglądać w poszukiwaniu ścieżki do lasu. Przyroda go uspokajała i inspirowała. Lata wychowania przez matkę otwartą na świat, przyrodę i duchy nie poszły na marne. Bartek umiał wykorzystać wspaniałości obcowania z zielenią, drzewami, paprociami i wszystkim, co w swym bogactwie oferował mazurski las. Szedł spokojnie, miarowo, oddychał przez nos wdychając zapachy wegetacji, mchu, eterycznych żywic, i ściółki lasu. Odcienie zieleni i brązu wprowadziły go w stan pobudzenia połączonego z harmonijnym wyciszeniem. Odetchnął głębiej. Powoli jego myślenie przestawiało się w tryb refleksji – z jednej strony – a prostego i nieskrępowanego przyjmowania bodźców z drugiej. Szedł spokojnie, choć miał ochotę czasem podbiec. Uznał, że sytuacja wymaga dorosłości, a nie zabawy – miał do przemyślenia problem Kacpra i Lusi. Lusi i jej rodziców. Problemy, problemy... te z przeszłości i te, które mogły nadejść. Kończąc swój spacer wiedział, że istnieje wyjaśnienie i rozwiązanie wszystkiego. Kwestią pozostaje, czym to rozwiązanie będzie i jak długo potrwa proces wyprowadzający sprawy na prostą.

Wieczorem zadzwoniła do niego matka pytając, co słychać. Po chwili rozmowy już rozmawiali o Kai.
- Wiesz, to nie jest rozmowa na telefon – mówiła cicho mama Bartka – ale sądzę, że to jest bardzo duży problem i ani Ty, ani ja, ani tym bardziej Kacper nic na to nie poradzimy. Gdybyś to ty był na miejscu Kacpra, to namawiałabym cię do zerwania kontaktów z tą Lusią.
- Naprawdę, aż tak?
- Tak. Ale sądzę, że Kacpra pcha coś w stronę Lusi ze względu na jego siostrę, która jak wiesz też miała swoje... no... perturbacje, które ustąpiły po mojej modlitwie w szpitalu i wyzdrowieniu Lusi – mama Bartka zrobiła pauzę – Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu, synu. Ludzie potrzebują doświadczyć tego, co im pisane i zrobią wszystko, żeby to się stało i nie należy temu przeszkadzać...
- Rozumiem cię mamusiu, nie martw się, będzie dobrze.
- Kocham cię synu.
- Ja ciebie też mamo.

KONIEC

Pytania.

1. Co popycha Kacpra ku Lusi?
A. Tajemnica.
B. Duchowość.
C. Problemy.
D. Seksualność.

2. W jakim kierunku zmierzają zmiany Kacpra pod wpływem jego nowej dziewczyny?
A. W żadnym.
B. W dobrym.
C. W złym.
D. W naturalnym, przeciwieństwa się przyciągają.

3. O co chodzi Kai, Bartkowi i jego mamie, gdy mówią z niepokojem o rodzicach Lusi?
A. To jest właśnie dziwne – nie rozumiem tego.
B. Chodzi o te sprawy z grotą i Ginem.
C. Chodzi o te sprawy z pieniążkiem i Ginem.
D. Są zazdrośni, bo sami chodzą z głowami w chmurach, a Lusia twardo stąpa po ziemi.

4. Co można by powiedzieć o ojcu Bartka?
A. Był inteligentnym człowiekiem.
B. Bartek nie miał ojca.
C. Wyjechał.
D. Był słabym człowiekiem.
E. Nic, pewnie mieszka z nimi jak każdy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz