08 listopada 2015

O odwadze, czyli co nas boli

Boli nas ujawnianie siebie. W życiu, nasza słabość, miękkość, kruchość i delikatność mogą być źródłem kłopotów. Możemy zostać wyśmiani, zaatakowani, odrzuceni. To, co jest najcenniejsze w człowieku, czyli jego uczucia, mogą być naszym największym wrogiem. Jeśli nie mamy wspierającego nas otoczenia, a sami nie umiemy znaleźć bezpieczeństwa emocjonalnego, dokonujemy ryzykownych wyborów i naiwnie wierzymy, że będzie dobrze, choć wciąż nie jest dobrze - wtedy świat nauczy nas chować się, obrastać skorupą, unikać samych siebie. Przetrwać. Przetrwać to, co trudne za wszelką cenę, nawet za cenę utraty swojego wyrazu i krycia swojego wnętrza, także przed sobą samymi i przed bliskimi. Przykra perspektywa, jednak popularna. Tracimy serce, na korzyść wygody i umiejętności przejścia przez życie bez dodatkowych obrażeń. Dokładnie taką konstatację przynosi widz, który w sztuce chce znaleźć człowieka pozbawionego protez i osłon deformujących jego człowieczeństwo.

Widz chce zobaczyć człowieczeństwo, żeby znaleźć potwierdzenie, że on także może je mieć, nie bać się, odważnie i godnie reagować i ujawniać swoje piękno. Sięgnąć gwiazd i głębi. Wnętrze – nie agresja, przeżywanie – nie odgrywanie, prawda – nie forma. I odwaga. Odwaga pojawia się tam, gdzie wiemy, że istnieje niebezpieczeństwo i strach, a jednak idziemy dalej. Odwaga nie ujawnia się w odwracaniu głowy i znieczulaniu się, ale w pójściu za tym, co wartościowe, mimo że po drodze może pojawić się ból. Odwaga jest niemal nadnaturalna, bo może otrzeć się o działanie w granicznych warunkach, poza strefą komfortu i poza tym, co „normalne”. Artysta musi mieć odwagę wykraczania w szerszy kontekst, żeby w nim stworzyć sztukę w nowej perspektywie, która ujawni się później w ograniczonej formie i percepcji odbiorcy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz