10 listopada 2015

Krótki kurs o osobach

Człowiek nie jest płaski i nie jest monolitem. Nie jest też prosty jak drut. Wejdźmy więc nieco pod podszewkę tego, co nazywa się rolą. "Kurs" przeznaczony jest dla osób zaawansowanych, lubiących improwizację. Proszę zapiąć pasy.

Ja – jestem (chcę żyć), potrzebuję przestrzeni, pokarmu, bezpieczeństwa, prokreacji i kreacji.
Ty – pragnę (ciebie), mówię do ciebie, proszę i chcę być razem z tobą.
On (ona) – rządzę (sobą i światem wokół mnie), mam dystans, chcę, aby rzeczy były uporządkowane według moich zasad i woli.

Przyjmowane przez role postawy typu ja-ty-on, mogą być trwałe, bądź zmieniać się tak często, że ich określanie przestanie mieć sens. W codziennym życiu przechodzimy płynnie między tymi trzema postawami, choćby dlatego, że czasem jesteśmy sami i doświadczamy głównie siebie, na przykład stojąc na przystanku autobusowym, jedząc, myjąc ręce w łazience, idąc przez park. Czasem prowadzimy dialog, prosimy, przekonujemy. A czasem mamy do podjęcia decyzje poprzedzone obserwacjami lub też oddajemy się wyłącznie obserwacji. Tak wygląda codzienność. Zauważmy, że postawy/pozycje ja, ty i on (ona) nie są trwale związane z określonymi sytuacjami, w zasadzie możemy zajmować zmiennie te pozycje w każdej sytuacji. Nawet myjąc zęby możemy wejść w fikcyjny dialog ze szczoteczką do zębów, albo być obserwatorem swojej dłoni, która nią porusza. Roboczo, dla treningu można testować dla swoich potrzeb te pozycje w każdej sytuacji. Ciekawa analiza rozpoczyna się wtedy, gdy zmiana pozycji z ty w ja, albo z ty w on/ona, czy z ja w on jest wywołana przez zewnętrzne czynniki. Choćby przez strach przed oceną.

Ekstrapolacja i interpolacja


Gdy prowadzimy z kimś dialog (rozmawiamy w pozycji ty) możemy natknąć się na trudny moment, w którym temat rozmowy dotyka naszych problemów, załóżmy, że żywych, ale nierozwiązanych problemów. Jaki mamy wybór? Wierzyć, że rozmowa nie stanie się zbyt trudna i prowadzić ją nadal w pozycji ty. Możemy poddać się autoanalizie i zagłębić w siebie przechodząc do pozycji ja. Takie rozwiązanie wywołuje obawę, że otworzymy się i ujawnimy rozmówcy więcej, niż planowaliśmy. Często stosujemy trzecie rozwiązanie. Generalizujemy omawiany problem przechodząc do pozycji on i zaczynamy mówić z pozycji trzeciej osoby, eksperta, profesora, znawcy, etc. Aby uniknąć powrotu do tego, co niewygodne przechodzimy znów do niższego poziomu abstrakcji (do szczegółu) i staramy się prowadzić dalej rozmowę w pozycji ty, bądź pozostajemy w bezpiecznej pozycji on tak długo, jak to możliwe. Zmiana pozycji z ty na on zburzyła rozmowę i punkt skupienia uwagi rozmówców, ale ochroniła nas przed niebezpieczeństwem rozmowy na prywatne tematy. Jest to manipulacja i właśnie, gdy słuchamy aktora lub osoby manipulującej słowami, spojrzenie z punktu widzenia ja, ty, on (ona) okazuje się być skuteczne w ocenie prawdomówności i szczerości (autentyczności i formatu artysty).

Niska jakość


Jak widać z powyższych rozważań posługiwanie się zamiennie pozycjami ja, ty i on jest wygodne i asekuracyjne. Nastawione na brak zmian i raczej na przemknięcie ponad i obok pojawiających się problemów. Dla wytrawnego oka i ucha, konfrontacja z osobą, która stosuje ten rodzaj manipulacji (albo z aktorem, który tak tworzy swój występ) może być po prostu nudne. Dla aktora i artysty w ogóle, źródłem inspiracji są konflikty i problemy (mogą to być problemy ogólne, społeczne, osobiste, itd.). Zatem kierując się jakością i chcąc być interesującym należałoby umieć wychodzić poza schemat ja, ty, on. A przynajmniej kontynuować przyjętą rolę (choćby dialogiczne ty) konsekwentnie i nie wychodzić z niej, mimo (a może właśnie celowo po to) że dochodzimy do niewygody, do granic naszej bądź cudzej strefy komfortu. W końcu prawdziwa sztuka zajmuje się tym, co wyjątkowe i wielkie w człowieku, a nie tym co typowe i przeciętne.

Liczba mnoga


Pójdźmy dalej z uproszczeniami rzeczy nieprostych i spójrzmy na pozostałe zaimki. Po ja, ty, on i ona pojawia się my. Załóżmy, że od pojedynczej (nomen omen) osoby możemy odłączyć jakiś fragment i zająć się nim osobno. Załóżmy, że dialog prowadzony przez dwie osoby, faktycznie, jest osobnym bytem. Zatem widzowie słuchający i oglądający to, co dzieje się między dwójką aktorów, nie mają do czynienia z dwiema osobami, ale przede wszystkim z tym czymś trzecim, czyli z ich rozmową. Rozmową, którą można personifikować, tak samo jak i wszystko inne w teatrze. Rozmowa ma swój charakter, atmosferę, przebieg, zmiany, kulminacje. Sztuka, ta sztuka jakościowa nie jest prezentacją aktora na scenie, ale tym, co ten aktor tworzy w czasie i przestrzeni. Tak samo jak spektakl nie jest reżyserem, scenografią i muzyką, tak i scena, czy dialog nie jest tylko grupą aktorów stojących, ruszających się i mówiących przez czas trwania sceny. Tak samo jak dziecko nie jest kopią matki i ojca, a tym bardziej nie jest matką ani ojcem lecz nową osoba, którą tamte dwie tylko powołały do życia. Powołały i już się nim tylko opiekują, nie płodząc i nie rodząc jej więcej na nowo. Naturalnie, wszystko jest ze sobą wciąż połączone, ale gdy analizowaliśmy pozycje ja-ty-on, to one również były ze sobą połączone jedną osobą aktora, czy analizowanego człowieka. Jednak w naszych rozważaniach ciekawsze jest odłączenie tego, co fizycznie jest razem, niż patrzenie na połączenia. A to dlatego, że mówimy o sztuce, którą obce osoby z widowni oglądają i mają bardzo mało czasu, aby ją zrozumieć. Zatem odłączenie tego, co w danej chwili jest ważne, od źródła, z którego pochodzi poprawia, a może nawet decyduje o jasności przekazu. Pójdźmy więc dalej z teorią o odłączeniu i o przejściu z liczby pojedynczej aktora do liczby mnogiej.

Izolacja


Izolacja, (zwana także w Polsce "separacją") oznacza umiejętność aktora polegającą na grze pojedynczą częścią ciała (ręką, nogą, oczami, etc.) pozornie bez udziału reszty ciała. Taka umiejętność powoduje, że założona forma staje się bardziej czytelna, bo usuwa podstawowy problem: niepotrzebne napięcie i ewentualny wewnętrzny protest samego aktora przed jego własną grą. Zatem pozwala widzowi skupić się wyłącznie na tym elemencie, który w danym ujęciu jest istotny, a chwilowo zapomnieć o całej reszcie, która może tylko przeszkadzać. W istocie jest to najwyższym kunsztem aktora, bo gdy czytamy w scenariuszu "jej wargi zacisnęły się instynktownie", to zapewne mamy do czynienia z takim zaciśnięciem warg, któremu nie towarzyszy nic więcej, żadna zmiana wyrazu oczu, żaden ruch głową, czy resztą ciała. Wargi aktorki muszą zacisnąć się same i wyłącznie one. Zupełnie niezależne od całej osoby aktorki. Na ten moment aktorka staje się dwoista ja-moje wargi. Zatem ma liczbę mnogą.

Analizę antropologiczną liczby pojedynczej i mnogiej człowieka i aktora można by poprowadzić znacznie dalej, tymczasem zapraszam do obejrzenia rozmowy z aktorem, Kubą Szymczyną na temat ja-ty-on.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz