20 października 2015

O wzruszeniu i o strefie komfortu (część 2)

Czym jest strefa komfortu? Jest to nasza wewnętrzna przestrzeń, w której mówimy o sobie, że jest nam dobrze, zespół stanów dnia, tygodnia i roku, w których czujemy, że my to my. Uznajemy w niej naszą integralność, tożsamość, bezpieczeństwo. Zatem określa ona zbiór równowag i obszarów aktywności ograniczonych z jednej strony bólem, niewygodą i przykrością, z drugiej strachem, niewiarą i niechęcią do zmiany, poczuciem przesady. Poruszamy się w niej uchodząc w swoich oczach za osobę normalną i moralną. Nic nam nie grozi, ani ze strony otoczenia, ani przyszłości, ani ze strony nas samych. Jesteśmy „OK”, zdrowi, względnie zadowoleni, znamy sposoby na radzenie sobie z życiem i obsłużeniem sytuacji, które nas spotykają. Posiadamy także plan działania na przyszłość, w której będziemy lepsi, bogatsi, szczęśliwsi. Plan ten uwzględnia to, jacy jesteśmy, a zatem nasze ograniczenia, potrzeby, silne strony i słabe strony. Tak mniej więcej działa na co dzień normalny człowiek. Posiada swoje homeostazy i dba, żeby wybicia z równowagi miały ograniczoną amplitudę, a powrót do stanu równowagi był zapewniony. Szczęśliwy, radzący sobie członek społeczeństwa.

Zaraz, zaraz...


W takim razie, czy to dobrze mieć strefę komfortu, czy nie? Strefa komfortu jest naturalna, każdy ją ma, tak jak skórę chroniącą nasze organy i jak odzież chroniącą nas przed chłodem. I jak parasol podczas deszczu. Jednak warto jest wiedzieć, czy mamy ten parasol aktualnie nad głową i dlatego nie mokniemy, czy też dlatego, że deszcz już ustał. Problem jest wtedy, gdy parasol towarzyszy nam zawsze, bez względu na pogodę. Gdy sam dotyk znanego przedmiotu poprawia nam nastrój bez względu na to, czy parasol nam jest potrzebny, czy też zaczyna nam przeszkadzać, a i tak trzymamy go w ręku. Zaraz, zaraz, czy to znaczy, że bezpieczeństwo jest złe? Nie, ale bezpieczeństwo trzeba mieć, a nie o dbać o nie i potwierdzać na każdym kroku. Dziecko potrzebuje bezpieczeństwa, bo jest bezradne i bezbronne, ale dorosła osoba może czuć się bezpiecznie w każdych warunkach, ponieważ jako człowiek ma władzę nad sobą. Jeśli zatrzyma się na potwierdzaniu swojego bezpieczeństwa i pozwoli na ograniczenia nie przekraczając ich – zacznie obumierać i cofać się w rozwoju. Zaraz, zaraz, a to nie może być tak po prostu dobrze? Nie. Jak mawiała Grace Hopper, statków nie buduje się, aby stały w portach, tylko aby pływały po morzach. Człowiek także jest stworzony do życia i działania, czucia, bycia twórczym, ważnym i jawnym, a nie do poszukiwania przez całe życie schronienia. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Albo albo.

A co to ma wspólnego z aktorstwem?


Z aktorstwem ma to tyle wspólnego, że jeśli mamy silną strefę komfortu (która nie zawsze w ogóle wyklucza poczucie dyskomfortu, czasem po prostu tylko nas krępuje), to nie mamy co marzyć o zagraniu jakiejkolwiek roli. Umiemy i możemy być tylko sobą i nie ma co wojować przeciw samemu sobie, żeby zostać Hamletem albo Lady Makbet. Nasza strefa komfortu nie pozwoli nam na to, zagrozi, przestraszy, wzbudzi jakieś „dziwne” uczucie, ból brzucha, albo głowy, może nawet nam podciąć nogi, a na pewno skrzydła. Z silną strefą bezpieczeństwa nie ma co brać się za aktorstwo. A jeśli już za nie się bierzemy, to trzeba tę strefę przekraczać, działać tak, jakby jej nie było. Straszne? Tak, dlatego niektórzy niech tylko czytają o tym, a nie zajmują się aktorstwem – zaoszczędzą czasu sobie i innym (reżyserowi, widzom i partnerom).

Wolność


Wolność to posiadanie władzy nad sobą, w tak dużym stopniu, żeby każdy wybór, przed którym stajemy był możliwy. Gdy pojawia się strach – działamy mimo strachu. Gdy pojawia się wstyd – wstydzimy się. Gdy pragniemy – podchodzimy i wyciągamy rękę. Gdy czujemy niesmak i pogardę – milczymy wyniośle. Gdy trzeba walczyć – walczymy. Gdy znamy prawdę – mówimy. Życie jest tylko jedno, ale każda próba, mimo swojej nazwy jest także tylko jeden raz. I albo zrobimy, to co należy zrobić, albo zaplączemy się powtarzając: bo, bo, bo, ja, ja.... bo... Strefa komfortu lubi uzasadnienia, usprawiedliwienia i wymówki: bo, ponieważ, nie dziś, może kiedyś, ona tak, ale nie ja, bo ja nie umiem, itd. Strefa komfortu jest kokonem, który odgradza nas od naszej wielkości, ale także od naszego wnętrza, które może być delikatne i łatwe do zranienia. Strefa komfortu odgradza nas zatem od dobrego aktorstwa.

Ciąg dalszy: Część 3
Początek tekstu: Część 1

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz