20 października 2015

O wzruszeniu i o strefie komfortu (część 1)

W poprzednim tekście dotknąłem lekko wychodzenia poza strefę komfortu i wzruszenia. Spójrzmy na to samo z punktu widzenia aktora. A zatem kolejny raz: Co to jest być aktorem? Na czym polega praca aktora nad sobą? Jak aktor pracuje nad rolą? Po co człowiek określany mianem aktora wychodzi na scenę? I ostatecznie, jak to wszystko się ma do niego, jako osoby i jak jego praca wpływa na niego samego?

O co nie chodzi w tym tekście


Pomińmy na początek wszystko, co w rozumieniu rzetelnego warsztatu świadomego aktora nie jest aktorstwem, czyli:
  • umiejętności techniczne - bo one są środkiem do osiągnięcia postępu i rozwoju, a nie celem,
  • maskę, konwenans, rzemiosło, „czwartą ścianę” i inne rzeczy odcinające aktora od jego wnętrza i widza - bo one w założeniu mają uprościć pracę, a nie postawić aktorowi wymagania,
  • dodatki do teatru w rodzaju tańca, teatru fizycznego, szczudeł, klaunady, teatru plastycznego - bo one w sposób systemowy ukrywają zarówno jakości, jak i brak jakości i uczą raczej dostosowania się do formy, niż indywidualnego rozwoju,
  • celebrytów, snobizm, teatr na zamówienie polityczne, społeczne, biznesowe, czy religijne – bo one zakładają sposób na zwycięstwo poza i pomimo ciężkiej pracy aktora nad jego wnętrzem i warsztatem.

Dla jasności, nie chodzi tu o to, że spektakl teatru tańca, czy teatru fizycznego nie może być lepszy od regularnego teatru słowa. Może i często bywa, ale ten tekst będzie o aktorstwie, a nie o tańcu, zatem, skupiamy się na aktorze, a nie na tancerzu, stąd takie uściślenia.
Wrogiem aktora jest jego strefa komfortu, czyli nadmierne bezpieczeństwo i nawyki. Aktor powinien zapewnić sobie bezpieczeństwo poza próbami, wysypiać się, dbać o siebie, dobierać projekty, które go interesują i inspirują. Na scenie ma inne cele.
I tu kolejna uwaga. Aktorstwo, trening aktorski i nawet ten tekst nie są dla ludzi, którzy szukają sposobu na rozwiązanie swoich problemów. Z problemami należy się zwrócić do lekarza, przyjaciela, albo poczekać aż same przejdą (to zwykle wymaga sporo czasu i specjalnych warunków, odosobnienia, na przykład klasztoru, albo samotni w środku puszczy). Aktorem powinien być człowiek, który nie szuka rozwiązania swoich problemów emocjonalnych, tylko taki, który jest gotów postawić siebie w niecodziennej sytuacji, żeby sobą rozwiązać cudzy problem przez sztukę: problem humanistyczny, ideologiczny, religijny, społeczny, literacki, itd. Gdy nas boli noga, to nie idziemy na boisko szukać następnej kontuzji, tylko najpierw czekamy na poprawę stanu zdrowia, dopiero potem myślimy o sporcie. Z aktorstwem jest tak samo: najpierw sprawdźmy, czy nadajemy się na wyzwania, a dopiero zróbmy krok w ich stronę. Łatwo na pewno nie będzie, ale niech przynajmniej będzie zdrowo.

Bierzemy się do roboty


Trening na siłowni polega na dostarczeniu mięśniom wysiłku, doprowadzenie włókien do stanu nadmiernego zmęczenia, w którym pojawiają się mikrouszkodzenia. Następnie dostarczamy organizmowi pożywienie bogate w białko, aplikujemy relaks i po pewnym czasie budzimy się z masą mięśniową większą niż przed treningiem. Tak to działa. Musi coś zaboleć, zanim poczujemy przyrost formy. Brzmi to jak masochizm, jednak organizm doskonale radzi sobie z tymi stanami wprowadzając do naszej krwi odpowiednie hormony. Więc proszę się nie bać przedwcześnie. Trzeba trzymać rękę na pulsie i dbać o swoje bezpieczeństwo i zdrowie. Jednak nie da się usmażyć jajecznicy bez rozbicia skorupek jajek - zamierzamy zmienić jakiś stan rzeczy (nas samych) więc na początek musimy umieć pożegnać się z tym stanem, który mamy w punkcie startowym. Z nadzieją, że docelowo osiągniemy lepszy, ciekawszy stan. Jeśli ktoś tego nie chce – nie powinien zaczynać ćwiczeń i przeznaczyć swój czas na coś innego. Planujemy coś w sobie zmienić. Trzeba tego chcieć i wierzyć, że będzie to zmiana na lepsze, albo przemyśleć sprawę ponownie. Osoby gotowe, niech czytają dalej:)

Trzeba coś w sobie zmienić


Jesteśmy aktorami. Rozwijamy się przez swoją pracę, korzystamy z inspiracji innych artystów, tworzymy coś. Raz na jakiś czas słyszymy uwagi o tym, że powinniśmy coś w sobie poprawić. Wielu rzeczy nie słyszymy, bo ktoś jest grzeczny, albo nie chce nam powiedzieć o naszej słabości, albo po prostu jest dobrze, tak jak jest i nie ma powodu nam na nic zwracać uwagi. Tak, czy inaczej robimy postępy. Z czasem te postępy ustają, bo się znudziliśmy swoją pracą i ją porzuciliśmy, albo przeciwnie – nasz poziom gwarantuje tak dobre zarobki, że sami wybieramy projekty, które dają nam satysfakcję, zatrudnienie i istnienie w branży. Brak wyzwań. Powodów, żeby pozwolić sobie na odcinanie kuponów od swojej przeszłości jest wiele. Jednak prawda o życiu przeczy takiej postawie. Rozwój jest konieczny, bo stanie w miejscu oznacza cofanie się. Zapraszam do rozwoju, a osoby, które wybrały stanie w miejscu i cofanie się – do lektury:)

Ciąg dalszy: Część 2
Ciąg dalszy: Część 3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz