13 sierpnia 2015

Ikar, czyli jak bardzo wierzyć?

Dlaczego wierzymy mitom? Mitom greckim wierzymy, bo są greckie, starożytne i od biedy akurat one są omawiane w szkołach podstawowych. Przyzwyczailiśmy się, że kolebką Zachodu jest Grecja i Rzym. Panowie w togach i sandałach jakoś bardziej nam pasują na ojców naszej myśli i kultury niż harcownicy ze Skandynawii, albo obdartusy znad Wisły. Ułatwia nam to myślenie o związku ubiegłych tysiącleci z teraźniejszością i wiarę w wartość naszej cywilizacji, która nabiera pozoru spójności w czasie, a zatem i codzienność wydaję się być bardziej konsystentna i sensowna. Tymczasem magiczne słowo „rzeczywistość” jest kreowane przez takie mity jak ten o Ikarze i Dedalu. Ikar razem z ojcem zbudował skrzydła, na których można było się wznieść w powietrze. Skrzydła były łączone woskiem, dlatego ojciec zalecał Ikarowi, by nie latać zbyt wysoko, bo słońce może tenże wosk roztopić i niespodziewanie zakończyć lot, a życie pilota upadkiem z nieba na ziemię. Naturalnie, chłopak nie posłuchał proroctwa ojca, poszybował zbyt wysoko, stracił w powietrzu skrzydła, spadł i umarł. Koniec historii. Pierwsza nauczka: słuchaj ojca - jest zupełnie zbędna, bo każdy ojciec ma tysiące sposobów, żeby przekonać syna do posłuszeństwa. Druga nauczka jest znacznie poważniejsza i bardziej nam wchodzi w głowę: nie szybuj zbyt wysoko. Nasza rzeczywistość ma swoje ograniczenia i zaplanowane rozmiary. Zupełnie jak sztucznym świecie z filmu „The Truman Show”,w którym główny bohater żyje pod wielką kopułą udającą cały świat kreowany na potrzeby reality show. Nie płyń zbyt daleko, Truman, bo natrafisz na środku morza na ścianę z wymalowanym horyzontem! Nie leć zbyt wysoko Ikarze, bo stopisz sobie wosk na skrzydłach. Nie szukaj prawdy, nie miej odwagi na tworzenie własnych mitów. Czytaj i powtarzaj te, które kreują z sukcesem naszą rzeczywistość od tysiącleci! Tak będzie lepiej! Nie dla ciebie lepiej, lepiej dla tych, którzy od dawna nie mieliby odwagi na rejs dookoła świata i lot ku słońcu. Nie psuj ich małej rzeczywistości swoją wewnętrzną przestrzenią, wolą, odwagą i wyobraźnią. Mówiąc krótko - bądź mały, jako i oni są mali.

Zawsze jest jakieś "ale"

Jakiś czas temu szedłem Krakowskim Przedmieściem i napotkałem dwóch panów. Jeden z amerykańskim akcentem głosił dobrą nowinę, drugi chodził wokół i rozdawał ulotki ich Kościoła. Wziąłem ulotkę i zapytałem kim są. Pan od ulotek powiedział mi, że jest nawróconym katolikiem, który odkrył Boga i prawdę i teraz w kościele baptystycznym głosi dobrą nowinę razem z kolegą i innymi współwyznawcami. Ja słuchałem, pan mówił. Przeszedł z czasem do rzeczy i zaczął krytykować Kościół Rzymsko-Katolicki oskarżając papieża, że uzurpuje sobie prawo do bycia głową Kościoła. A przecież – argumentował – w Biblii jest napisane, że jedyną głową Kościoła jest Jezus. Zapytałem go skąd to wie. On na to, że tak jest napisane w Nowym Testamencie. Więc ja go pytam grzecznie – gdzie dokładnie? Ostatecznie pan się uniósł stwierdzając, że czyta Nowy Testament od ponad trzydziestu lat i skoro tak, to jest tak jak mówi, że jest. Wprawdzie nieistnienia czegoś (także nieistnienia na kartach jakiegoś pisma) jest znacznie trudniej dowodzić, niż istnienia czegoś, jednak ja akurat wiem, że w Nowym Testamencie nie ma nigdzie ani słowa o tym, żeby Jezus miał być głową jakiegokolwiek kościoła. Pokłóciłem się z panem i odszedłem życząc mu jeszcze jednego oświecenia. Drogi Czytelniku, przeczytaj sobie Nowy Testament, jeśli chcesz, albo uwierz mi na słowo, że Jezus nie jest głową żadnego kościoła. A potem powiedz mi, jak ktoś, kto doznał oświecenia i od trzydziestu lat czyta uważnie Pismo, które zawiera raptem kilkaset stron, twierdzi, że tam jest napisane coś, czego tam nie ma. Kto mu to wmówił i dlaczego?

Lubimy systemy

Lubimy mity, drodzy Państwo. Lubimy gotowe rozwiązania, które ktoś nam przekaże i ugruntuje nimi funkcjonowanie systemu, struktury, czy organizacji. Za nic mamy logikę, swój umysł i oczy. Czytamy, ale nie przyjmujemy sensu, rozumujemy, ale ulegamy w ostatniej chwili strachowi, że właśnie zrozumieliśmy więcej niż inni i komuś się to nie spodoba. Lubimy mity, a im bardziej one gwałcą nasz umysł, tym bardziej chcemy je sprzedać kolejnym ludziom. W kupie siła, a kłamstwo powtórzone przez kolejne usta łatwiej zastępuje prawdę.

A skoro tak, to co z Żydami?

Żydzi mają łatwiej, bo nie wierzą w żadnego Jezusa, zatem problem z tym, kto jest głową Kościoła rozwiązuje się zanim się pojawi, bo samego Kościoła także nie ma, nie było i nie będzie. Żydzi czytają uważnie, weryfikują i nie powtarzają szkodliwych rzeczy. Z mitami greckimi nie mają także problemów, bo opierają się na Torze, która jest źródłem wiedzy największym, bo pochodzącym od Boga. Jednak istnieją autorytety i publikacje, które mogą nieco zmieniać sens Tory. Otóż we wstępie do śpiewnika szabatowego „Boi Kala! Przybywaj Oblubienico!” (wydawnictwo Austeria, Kraków 5775/2015) Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich pisze: „Na początku Stworzenia każdy dzień tygodnia, za wyjątkiem Szabatu, miał swoją parę. Dzień pierwszy i czwarty łączy stworzenie światła i ciał niebieskich, drugi i trzeci stworzenie wody i zgromadzenie jej w postaci mórz, piąty i szósty stworzenie żywych istot w morzu i na ziemi.” Co? Stworzenie wody? Nie było czegoś takiego, drogi Rabinie. Bereshit nie opisuje stworzenia wody, tak samo jak nie opisuje stworzenia ciemności, otchłani, czy Ducha Boga. To jest opisane w drugim zdaniu Bereshit:

והארץ היתה תהו ובהו וחשך על פני תהום ורוח אלהים מרחפת על פני המים („A ziemia była pusta i próżna, i ciemności były nad głębokością, a Duch Boży unosił się nad wodami”). Przejęzyczenie, które łatwo skorygować w kolejnym wydaniu Śpiewnika. Każdy może sobie w Torze/Biblii sprawdzić jak jest naprawdę. Pójdźmy jednak dalej. Rabin pisze „..przejście powszedniego świata w święty Szabat odzwierciedla wyzwolenie Szechiny i narodu żydowskiego z wygnania. Hymn Lecha dodi kieruje się zatem ku czasom, gdy nawet podczas tygodnia będziemy doświadczać tej samej świętości, jakiej doznajemy w Szabat.” A skąd wiadomo, że tak nie jest już dziś? To jest właśnie grecki mit, szklany sufit. Bo skąd wiadomo, że każdy dzień dla kogoś nie może być tak święty jak Szabat? Tego Drogi Rabin nie wie, a wypowiada się. Szabat jest najgorzej opisanym dniem spośród wszystkich siedmiu dni Stworzenia. A jednak jest najświętszy, bo tak zażyczył sobie Bóg. Ale pozostałe dni są tak gęste od treści, że można poświęcić (nomen omen) całe długie miesiące i lata na ich analizę i kontemplację. Życzę dobrej lektury, ale nie mitów. Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz