24 lipca 2015

Witaj ciemności, moja stara przyjaciółko

Hello darkness, my old friend. I've come to talk with you again... śpiewają Simon i Garfunkel.
Po co komu właściwie ciemność? Przecież ciemność to „zło”. Tym bardziej: po co śpiewać piosenki o ciemności? Przecież to droga do obłędu i chaosu. Piosenka Simona & Garfunkela nie jest traktatem teologicznym, ani opisem raju i sielanki. Dlatego słowa zło i ciemność padną tu jeszcze kilka razy. Po drugie, ciemność - tak samo jak i światło jest realna w naszym życiu, dlatego warto czasem o niej wspomnieć, nawet jeśli my opowiadamy się po stronie światła. To nic, że dążymy do światła i może nawet uważamy się za ludzi walczących o zwycięstwo światła nad mrokiem. Póki życia będziemy spotykać kolejne osoby, które ten mrok do naszego życia przyniosą. Posługują się mrokiem, karmią go w sobie i nawet pochłaniają nim innych. Przygotujmy się na spotkanie z nimi. Tym bardziej, jeśli planujemy pokonać mrok.

Jak to robi Paul Simon?


Tytuł piosenki i dwa pierwsze wersy odpowiadają na to pytanie. Ciemność lubi milczenie, a Paul Simon je przerywa, żeby swoim głosem zanegować ciemność. W śnie widzi fałsz i ludzi, którzy w nim żyją. Próbuje ich budzić do życia, daremnie. Jakiś dziwny znak szepce o prorokach, a ludzie w milczeniu oddają mu pokłon. Nie udało się obudzić ludzi, ale pozostaje nadzieja, że słowa szeptane w dźwiękach ciszy prowadzą także poza mrok i ciszę.



Mówiąc ogólnie ciemność wysysa z nas moc i życie. Raz to jest milczenie, kiedy indziej zaniechane działania, brak nadziei i pogodzenie się ze złem. Załóżmy, że za mrokiem stoją jakieś „siły ciemności”, niech to będzie Szatan, albo inne demony. Kto wie, może po prostu ludzie, którzy chcą nas czymś przestraszyć. Jaki mają cel? Czemu chcą, żebyśmy milczeli, rezygnowali ze swojego prawdziwego życia, ze słów i działania? Piosenka Paula Simona daje prostą odpowiedź: po to, żebyśmy oddali hołd fałszywym bogom. Neonowe światło przypomina prawdziwe światło równie dobrze, co biblijny złoty cielec. A mrok kwitnie karmiąc się naszymi siłami.

Poszukajmy czegoś dobrego w ciemności


Przyjmijmy, że fałszywy bożek mówi prawdę. Że złoty cielec jest bogiem. Że mrok jest drogą do szczęścia, prawdy, miłości, spełnienia. Zalety ciemności są dwojakie. Pierwsze to fakt, że ciemność jest nieprzenikniona. Działając w ciemności nie jesteśmy narażeni na ocenę innych ludzi. Robimy, co chcemy, jesteśmy twardzi, ostrzy i konkretni. Budujemy swoją wewnętrzną przestrzeń bez światła cudzych spojrzeń, które mogłyby narazić nas na niepokój. Każde kłamstwo może być prawdą. Wiemy tylko to, co chcemy wiedzieć, widzimy tylko to, co chcemy widzieć – w końcu mrok jest naszą domeną. Jemy, choć nie jesteśmy głodni, pijemy na umór, wyciągamy rękę po cudzą własność, krzywdzimy. I nikt nas nie widzi. Ale jest jeszcze coś lepszego – praca nad sobą.

Ślepiec prowadzi ślepca


Ciemność pozwala nam na kłamanie sobie samemu z premedytacją i „świadomością”. W drugim wersie Bereshit ciemność znajduje się nad otchłanią. Zatem od ciemności jest już tylko jeden krok (może nawet mniej), do cudu znikania, zaprzeczania, unicestwiania tego, co jest akurat niewygodne. Korzystając z mroku możemy dowolnie etykietować uczucia i myśli i odsyłać je w otchłań. Jak w toalecie ze sprawną kanalizacją. Łajnem staje się wszystko, co chcemy nim nazwać, także rzeczy dobre i światłe. To dopiero cud. Żegnaj światło, mój nowy przyjacielu, witaj ciemności moja stara przyjaciółko.

W tym momencie autorowi zakręciło się w głowie, a w oczach zakręciły się łzy.
CIĄG DALSZY NASTĄPI (po powrocie do równowagi - między ciemnością i światłem).

Ciąg dalszy: Czy krok z ciemności w światło jest naturalny?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz