24 lipca 2015

Czy krok z ciemności w światło jest naturalny?

Dla Boga wydaje się to być naturalne: była ciemność, stworzył światło. Szczęśliwie dla nas oddzielił jedno od drugiego, więc jest szansa, że i my możemy się nauczyć oddzielać jedno od drugiego i nie mylić – o ile tylko tego nie zechcemy.

Dwie nieskończoności


Cofnijmy się na chwilę do lekcji matematyki, na której uczono nas, że na osi (niech to będzie oś X) z każdego punktu, powiedzmy z punktu zero możemy iść w jednym z dwóch kierunków. Jeden i drugi prowadzi nas do nieskończoności (plus nieskończoności lub minus nieskończoności). Czy z zaglądaniem w otchłań nie jest podobnie? Każdy człowiek potrzebuje przestrzeni, szerokiej perspektywy, świadomości, że istnieją nieskończone rzeczy. Jednym ze sposobów na doświadczenie tego jest wiara w Boga, który jest nieskończony. Zapewne jest nieskończony pod każdym względem, tym bardziej tam, gdzie my mamy pewność, że rzeczy są skończone, na przykład kończą się śmiercią. Jednak nie każdy wierzy w Boga. Mając potrzebę wolności, chcemy czuć, że nie jesteśmy ograniczeni i szukamy nieskończoności na własną rękę. Stoimy w punkcie zero na osi iks i decydujemy się spojrzeć w dal. Wybór wydaje się prosty, spojrzymy w przód, ku światłu. Ale jeśli nie stoimy w punkcie zero, tylko w punkcie minus jeden, albo minus tysiąc? Kto wie, może wybierzemy otchłań.

Otchłań stoi otworem


Droga w dół nie jest oczywista, wymaga pracy. Trzeba zanegować kolejną nadzieję. Słowa prowadzące ku światłu zamienić w kłamstwo, nastawić się na to, co złe. Utwierdzić się w depresji i strachu przed życiem. Droga ku otchłani nie jest prosta. Jesteśmy ludźmi i nasz kręgosłup kończy się tępo kością ogonową. Trzeba sporo pracy, żeby cofnąć się do swojej zwierzęcej natury i przyprawić ogon sięgający aż do ziemi. Trzeba się zszargać, przy okazji pociągając za sobą swoich bliskich. Nie jest miło, bo ktoś może protestować. Ale skoro już umiemy sprawnie posługiwać się ciemnością, to oskarżymy innych o błąd, wspomnimy zło i że „świat jest jaki jest”, a życie jest ciężkie. A nuż uda nam się zaprosić do współpracy innych ludzi. Witaj otchłani, moja stara przyjaciółko, idę do ciebie i nabieram rozpędu.

Powrót do domu


„Na początku był chaos” mówili Grecy. „Na początku była chuć”, powiedział Poeta. Droga ku otchłani to powrót do tego bezpiecznego początku. Do ciepłego domu, do łona jakiejś nieistniejącej matki. Nieistniejącej, bo przecież w łonach naszych matek nie było ani chaosu, ani chuci. Narodziliśmy się z tego co najpiękniejsze w naszych rodzicach. Zatem ani chaos, ani chuć ani mrok i otchłań nie są naszym początkiem i ukojeniem.

Zawracajmy!


Otchłań i ciemność pojawiają się (zresztą nie tylko one) w drugim zdaniu Bereshit/Księgi Rodzaju. Więc to nie jest początek. Wcześniej jest jeszcze zdanie wprowadzające: Bereshit bara Elohim et haShamaim veet Haarec (Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię). Co ciekawe, to pierwsze zdanie mówi o czymś, co dopiero zostanie stworzone drugiego i trzeciego dnia stworzenia. Co więcej, o ziemi, która jest pusta i próżna jest też mowa w drugim zdaniu Bereshit. Co to może znaczyć? Prawdopodobnie to, że pierwsze zdanie jest raczej formą wprowadzenia, ramki, wewnątrz której znajduje się dopiero obraz, podpisem pod dziełem, które przeczytamy dopiero za chwilę. To jest tytuł, nagłówek. Co było wcześniej? Co jeszcze napisała ręka, która zaczyna list wiedząc, że go pisze? Co jest poza ramką naszego obrazu? Co jest na pozostałych ścianach domu, w którym zawieszono także Bereshit? Nie wiemy tego, ale jest to prawdopodobnie dom Boga i raczej nie jest w nim pusto, a Bereshit nie jest Jego jedynym obrazem. Może wstaliśmy na chwilę od stołu w domu Boga i poszliśmy obejrzeć jeden obraz zanim wrócimy do stołu? Nie wracajmy do otchłani, wracajmy do stołu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz